Pokażę co zrobiem kilka tygodni temu, przy okazji przebudowy pokoju.
Drzwi zostały przesunięte, więc od korytarza po ich lewej stronie była wnęka, którą jakoś trzeba było zabudować. Zwykłe "odeskowanie" nie wchodziło raczej w grę, bo byłoby widać łączenie ze ścianą z litego bala. Pierwszy pomysł żony, żeby tam półki zrobić odrzuciłem (bo zaraz by nastawiała "durnostojek").

Na szczęście padło pytanie "A nie mógłbyś tam światełka schować? Jakąś świetlówkę albo coś...". To mi się bardziej spodobało.

Wnękę obiłem pilśnią, łączenia zakleiłem mocną taśmą papierową i pomalowałem na biało. Skręciłem konstrukcję pod przygotowane szprosy, w które wsunąłem od prawej strony szkła do drzwi (ryflowana struktura). Szkieł zostało mi kiedyś sporo, bo zamówiłem ich za dużo u szklarza (wziąłem wszystkie pod jeden wymiar a dwa czy trzy skrzydła miały inne wymiary szybek).
Z tyłu każdego ze szprosów przykleiłem po 5 rzędów taśm LED. Świecą na białą pilśnię, dobrze rozpraszającą i odbijającą światło. Dzięli temu świeci jakby cała powierzchnia - nie widać pojedynczych świetlnych punktów. Potem wykończenie deskami z przodu i od strony drzwi (tam mocowanie na trzy zagłębione lekko wkręty, żeby w razie potrzeby odkręcić deskę i wysunąć w bok szybki), polakierowanie i voila!
Taka świecąca wnęka pozwoliła zrezygnować z sufitowego żyrandola. Wyszło ładne, funkcjonalne, pasujące do wnętrza, energooszczędne i wydajne oświetlenie


