No właśnie Tomku - to jest ten eksperyment, nie miałem odpowiednio dużego kawałka drewna. W sumie pytanie jest nie czy się rozpadnie ale kiedy

Ale samo drewno się mnie podoba - do tej pory raczej kojarzyło mi się z trzonkami do łopat i siekier - robiliśmy z moim Staruszkiem tego na kopy i nie było lepszego materiału. Nieostrugane jest brzydkie, żółte i matowe. Cięliśmy to czym popadnie - nawet kątówką z tarczą do betonu, nigdy nie traktowaliśmy poczciwej "akacji" poważnie. A tu niespodzianka - ostry strug (musi być mega kurde ostry), bliziutko ustawiony odchylak i ziuuuuuuuut. A pod spodem ciekawe słoje i fajna barwa - właśnie to jest fajne w zabawie z drewnem. Pamiętam jak stałem z rozdziawioną gębą a Ojciec z jednej strony do grubościówki wkładał paskudną, chropowatą deskę szalunkową a z drugiej wyjeżdżała piękna, pachnąca deska. I każda inna - czary normalnie. Się mnie na wspomnienia zebrało. Sory