Witam.
Temat może dość śmieszny i błahy ale uznałem że dodam

.
Jak robiłem porządek znalazłem stary śrubokręt który już miałem wyrzucić na złom ale zobaczyłem w nim dwa mosiężne pierścienie i pomyślałem żeby je zostawić a resztę do śmieci.Plany się zmieniły jak dowiedziałem się że używał go jeszcze mój pradziadek,dziadek i na końcu ojciec,uznałem że głupio tak pozbyć się czegoś z jakąś historią i postanowiłem go odnowić.Dobra koniec smęcenia opis

.
Na początku go rozebrałem na części pierwsze (sam się rozpadł). Pręt był już dość zniszczony powyginany i w ogóle masakra,naprostowałem go jak mogłem koniec ukryty w rączce zeszlifowałem bo był strasznie pordzewiały i pogięty.Część roboczą wyszlifowałem w miarę możliwości równo na szlifierce stołowej i wkręciłem w uchwyt.Na tokarce po kolei: pilnik,papier od 60 do 220 i polerka pastą zieloną.Rączka wytoczona z jawora zabejcowana palisandrem(chyba już nie pamiętam) i trzy warstwy bezbarwnego.Przypalenia zrobione drutem miedzianym.Na końcu i początku są pierścienie mosiężne które szlifowałem i polerowałem już po nabiciu.Dodam że otwór wierciłem 7mm czyli wchodziło na wcisk a do tego trochę szpachli aby się mocno trzymało.Od oryginału różni go parę szczegółów między innymi to że na pręcie nie ma takiej rurki z tworzywa,przypalenia są zamiast zwykłych rowków i pręt jest bardziej wysunięty (w oryginale koniec pręta wystawał na wylot przez rączkę.Tak mi się wydaję że to taka prymitywna wersja śrubokręta dla elektryka?Drewno izolator rurka z tworzywa?Co o tym myślicie?Ogólnie wydaje mi się że wyszło w miarę dobrze mam nadzieję że posłuży jeszcze "trochę". Przepraszam z góry za kiepskie zdjęcia z realizacji ale nie zorientowałem się że mam złe ustawienia w aparacie

. Zdjęcia te słabe dodam aby tylko zobrazować mniej więcej o co chodzi.
Ps.Jak obiecałem miałem zrobić jakiś filmik ale popsułem statyw

więc na razie nic nie dodam.