A gdzie na tym Śląsku mieszkasz? Możesz zresztą poszukać w Geoportalu map hydrogeologicznych dla swojej okolicy. Pytam, bo położenie warstw wodonośnych u Ciebie, może być dla Ciebie zaskoczeniem niekoniecznie przyjemnym, albo i na odwrót - dobrą wodę możesz mieć płytko.
Jeżeli chcesz wiercić głębinówkę, to najlepiej zaproś na konsultację kogoś z firmy, która to robi, żeby obczaił teren. Jeżeli mieszkasz na południu Śląska, to ogólnie woda w utworach fliszu karpackiego występuje w masywnych skałach - piaskowcach. Praktycznie jej nie ma za to w łupkach. Paradoksalnie zatem, większe szanse na wodę masz mieszkając na górce (piaskowiec nie ulega takiej erozji - dlatego zostają górki) niż w dolinie (doliny powstają na ogół z miękkich, wypłukanych utworów - łupki, iły itp).
Od razu Ci mówię, że liczenie na wodę na głębokości parunastu metrów, o sensownym napływie, to pobożne życzenia. Tzn. oczywiście może się trafić, ale raczej spodziewaj się dziesiątków metrów. Mogę Ci powiedzieć, że u siebie wierciłem studnie, woda wyszła na 36 metrach, dowierciliśmy się do 55. Cena 200zł brutto za metr. Do tego oczywiście 100 metrów rury - jak zakopywać w gruncie, to tylko PE-RC bezopbsypkowa, 100 metrów kabla 5x4mm^2, pompa, hydrofor, jakiś symboliczny filterek sznurkowy. Sterowanie do pompy - czujnik zaniku faz, czujnik zalania hydroforni, wyłącznik czasowy, żeby nie chodziła non stop w jednym cyklu, termik, różnicówka, bezpiecznik, stycznik. Do tego mała kupka złączek, raczej mosiężnych, bo ocynk koroduje. O koparkowym nie wspominam. Rozwinięcie i ułożenie rury w wykopie jest bardziej męczące, niż mógłbyś sobie wyobrażać.
Także w sumie kwota jaką wydałem trochę przerosła moje początkowe wyobrażenia, nakład prac też. Teraz cieszę się wodą z zaledwie dwukrotnie przekroczoną normą manganu i delikatnym zapachem nafty. No ale zawsze to lepiej niż bromki, siarkowodór albo mangan 12x ponad normę, jak u sąsiadów. No, ale przynajmniej tę wodę mam (odpukać...). Wcześniej użytkowałem powierzchniowe ujęcie, pod własnym ciśnieniem, ale niestety zaczęło wysychać, zresztą picie wody z żabami też nie jest jakieś super. Nie wiem, jak na północy Śląska, ale na południu są spore zasoby darniowej rudy żelaza, więc spodziewaj się żelaza, które jak występuje, to w towarzystwie manganu (o ile mieszkasz na południu). Z dygresji - w takim Ślemieniu (żywieckie) Wielopolscy prowadzili z tej rudy regularny wytop.
Moje okolice, to Pogórze Ciężkowickie. Z relacji studniarzy - w okolicznych wsiach robili odwierty i ponad 90 metrów. Studnie kopane w tej okolicy zaczynąją wysychać, tak jak moja, i przybiera to już pomału rozmiar lokalnej klęski. W gminie przy rynku założyli wodomat...
Jeżeli myślisz o studni kopanej, to to już w ogóle jest zupełny hardkor, mało jest ludzi, którzy to robią, a jeżeli woda trafi się płytko, to nie licz, że będzie nadawać się do czegokolwiek więcej niż podlewanie ogródka, o ile oczywiście nie będziesz jej uzdatniać. Tu jeszcze dochodzi potencjalne skażenie biologiczne.
Ja akurat musiałem podjąć taką decyzję, ale na twoim miejscu, o ile nie masz wody płytko a masz dostęp do wodociągu, to naprawdę zastanowiłbym się czy tych pieniędzy nie wydać na coś ciekawszego. Z drugiej strony, jak Ci zbywa kasy, to napewno chociaż taką niezależność warto mieć. Z tego co wróbleki ćwierkają, to raczej należy też się spodziewać, że ceny wody z rury będą mocno iść w górę, w imię tego całego eko-pitolenia i "zrównoważonego" rozwoju, może odchodzę zbyt od sedna - ale globalne elity przebierają nóżkami aby dostęp do surowców naturalnych objąć korporacyjnym protektoratem, więc za ileś lat, to kto wie co będzie. Ale to grubszy temat.
A, no i jeszcze jedno - jakbyś szukał firmy, to pytaj, czu usuwają urobek sprężonym powietrzem. Metoda płuczkowa jest zawodna, jeżeli chodzi o wykrycie, czy właśnie dowierciłeś się do warstwy wodonośnej o dobrej wydajności.