Do trasowania używałem różnych rzeczy: ołówka, gwoździa, wysuwanego nożyka, pożyczonego dłuta snycerskiego. Potem natknąłem się na wątek "marking knife" (tłumaczę to sobie jako nóż traserski - proszę o ewentualną korektę) i zakochałem się w pomyśle. Postanowiłem zrobić sobie taki. Ambitnie, czyli dwustronny, typu "grot włóczni".
Stal pochodzi z nadłamanego wiertła piórowego "16". Pomysł taki znalazłem gdzieś w Google'u. Oszukałem trochę i z grubsza przyciąłem wiertło Dremelem. Dalsza obróbka już ręcznie na kamieniu i papierze ściernym. Rękojeść to przycięty i oszlifowany wałek bukowy z Obi pokryty oliwą i woskiem pszczelim. Zostało parę rys na ostrzu, ale straciłem motywację do polerowania w momencie, gdy nóż zaczął działać i pięknie ciąć. Przede wszystkim zależało mi na funkcjonalności. Przy kolejnych ostrzeniach pewnie doszlifuję na lustro
