W maju padł pomysł odnowienia ławki ogrodowej "tak, żeby butelki stały trochę prościej". Zgrało się to z koniecznością przetestowania i nauczenia się struga. Jedyny materiał jaki był wtedy pod ręką to deski, które od kilkunastu lat walały się to tu, to tam. Ku mojemu zdziwieniu wstępne ściągnięcie wierzchniej warstwy dało optymistyczne rezultaty, że coś z tego może wyjść. Na ziemi reszta desek wykorzystanych do realizacji.

Niestety były bardzo krzywe, z miejscami po gwoździach, popękane, niektóre wręcz próchno, inne ociekały żywicą. Jednym słowem klęska. Cóż, powiedziało się A to i B wypada. Rękawy wyżej i do roboty.
Wstępnie pocięte na długość i oczyszczone wyglądały tak:

Nie mam ani wyrówniarki, ani grubościówki. Jest tylko piła stołowa. Trzeba rozciąć na węższe fragmenty, tak, żeby wysunięta na maksa tarcza chwyciła w pełnej wysokości równaną deskę.

W międzyczasie powstała moja "wyrówniarka".

Prostowanie tych desek i równanie grubości było pracą najżmudniejszą. Mam wrażenie, że mocno tym dojechałem tarczę, bo zaczęła przypalać materiał. Przyszedł czas klejenia. Pomogłem sobie kołkami, żeby uniknąć "klawiszowania". Wstępnie skręcona klejonka strzeliła focha i niczym rasowy pers pokazała grzbiet zrzucając z siebie górne ściski.

Trzeba wzmocnić poprzecznie i na 24 godziny z kciukami zaciśniętymi czekanie na związanie.

Złapało. Trzeba wyrównać, bo krzywo. Efekt hebla leży już w kuble. Przy okazji ostatnie zdjęcie ze starym "blatem"

Szlifowanie, frezowanie, impregnacja, olejowanie i fanfary.

Niestety gdzieniegdzie są małe szparki. Za mało ścisków, a te co kupiłem nie grzeszyły jakością. Tak czy siak - butelka stoi bardziej prosto

Efekt osiągnięty.