Z ekonomią na ty (skrócona)

Zysk to różnica między przychodem a kosztami.
Kosztem jest wszystko to na co wydałeś pieniądze prowadząc działalność.
Wszystko czyli wkręty, kołki, papier z rolki do wycierania rąk a także koszty poza konkretnym zleceniem: wynajem, zakup, amortyzacja, wywózka śmieci, zobowiązania.. itd.
Koszt będzie mniejszy jeśli w miejsce papieru użyjesz spodni a śmieci podrzucisz sąsiadowi.
Najczęstszym błędem jest szacowanie kosztów wyłącznie w zakresie zlecenia i pomijanie drobiazgów, które w dłuższym okresie czasu zaskakują wielkością wydatków.
Ustaliłeś koszty zatem teraz czas na zysk.
Ustalasz pożądany zysk np.: 1700 zł na miesiąc.
Powinny w nim się znaleźć: satysfakcja Twoje i ew. żony i przewidywane zakupy w planowanym czasie.
Dodajesz do kosztów stałych. Dzielisz przez ilość prognozowanych zleceń i dodajesz do kosztów materiałowych zleceń.
Masz cennik.
Twój będzie różnił się od innych różnymi kosztami, pożądanym zyskiem oraz elementami subiektywnymi czyli oceną własnych umiejętności, bezczelnością, stanami lękowymi itd
Mój cennik jest tak dobry (dla mnie), że niekiedy brakuje mi zleceń

Ujmując w taki sposób zrozumiesz także dlaczego "starzy wyjadacze" uważają dotacje, niższy zus za pozorowany rozwój aktywizacji zawodowej i rozpiepszanie rynku.
Sumując.
Nikt nie ustali za Ciebie co masz i czego chcesz.
Zacznij liczyć i korygować wyliczenia co jakiś czas.
Nie kieruj się cenami stosowanymi przez innych bo zapewniam, że spora część nie wie co robi.
Inaczej nie byłoby porzucanych zleceń, nieodebranych materiałów z hurtowni.
Zdarzyło mi się zobaczyć fakturę za zlecenie, której koszty przenosiły wartość.
Oni odchodzą ale niestety pojawiają się inni.
Zatem nie uda się metoda w której ustalisz średnią cen, odejmiesz 10% i przejmiesz rynek
