I tutaj dochodzimy do stwierdzenia, że trzeba znaleźć złoty środek (z resztą jak ze wszystkim we wszechświecie). Złoty środek między uniwersalnością a działaniem. Wiadomo - jak narzędzie uniwersalne to mamy jedno i nim wszystko zrobimy. I tutaj wg.mnie najlepsza byłaby siekiera zwykła (nie rozłupująca) długości ramienia użytkownika z kształtem toporzyska takim jakie są siekiery gransfors bruks tzn. od góry płasko, tylko od dołu opada. I podobną siekierę do tej opisanej zabieram ze sobą na bushcraft ( idziesz do lasu i próbujesz przetrwać w miarę ludzkich warunkach - ogólnie fajna sprawa, polecam) bo wtedy bierzesz jak najmniej żeby Ci w plecaku nie ciążyło.
Ale jak jesteś u siebie na działce i masz gdzie trzymać siekiery i nie musisz ich targać dalekie dystanse do miejsca pracy to już warto pozwolić sobie na tę rozpustę i kupić bardziej wyspecjalizowane siekiery. Ja często używam siekier i używam najczęściej trzech :
1. wyżej opisany ,,model"
2. mała siekierka jednoręczna
3.rozłupująca ( co w moim przypadku oznacza wielkie bydle do pasa wykute kiedyś przez wujka mojego taty) oj jak się tym zamachniesz... to sensu nabierają wskazania, żeby nikt w promieniu 10m od aktualnie rąbiącego nie stał

PS: Nie mówię, że Fiskars jest zły ale za tę cenę po prostu można kupić coś lepszego. A co do drewnianych trzonków to w cale nie trzeba moczyć czy oprawiać co jakiś czas na nowo - no chyba że źle oprawisz. Ja oprawiam raz a dobrze i trzyma dopuki jakiegoś feralnego dnia nie zrobię fałszywego ruchu i zamachnę się, a nie trafię toporzyskiem lecz trzonkiem i się złamie. Ale wtedy to se mogę na nowo oprawić a z złamanym Fiskarsem to już nic nie zrobisz.
PSS: Podczas pisania 4 nowe wiadomości wpadły

I jeszcze jedno: trzonek siekiery złamał mi się tylko raz a już dużo dużo się tymi narzędziami namachałem.