Posiadam już jakiś czas Boscha GTS 10 XC, więc wyrażę swoją opinię o sprzęcie.
Zacznę od elektryki i elektroniki. Softstart i hamulec silnika działają tak jak trzeba, więc rozpisywać się nie ma co. Włącznik fajna sprawa, łatwo jest wyłączyć, a przy okazji nie jest trudno włączyć. Kabel jest gruby, gumowy, ale dosyć krótki ( 2 może 2,5m). Z elektryki na tyle.
Teraz mechanika. Na oryginalnej tarczy jest bicie kilka setek. Może to tarcza krzywa, a może mocowanie tarczy. Ale w tym typie pilarek wszystkie mają takie samo mocowanie, więc tragedii nie ma. Mechanizm podnoszenia chodzi gładko bez luzu.
No i teraz reszta. Płotek po zaciśnięciu jest stabilny. Mógłby być trochę dokładniej wykonany, bo w osi pionowej jest lekko wklęsły i z tyłu musiałem pod mocowanie podkleić 3 warstwy taśmy, żeby dopchnąć go do pionu. Równoległość z tarczą za to można łatwo wyregulować.
Jeśli się przesuwa płotek prawidłowo (jedną ręką dociskając do szyny) to ustawia się zawsze równolegle. Skoro mowa jeszcze o płotku to ta dokładka do wąskich elementów ma 61 mm szerokości, więc gorzej jest używać miarki wbudowanej.
Teraz rowki teowe... Rowki mają dwie płaszczyzny. Dolną idealną i tą nad wcięciem tuż pod blatem lekko szerszą o parę setek. Wózek boczny działa super, chociaż szkoda, że ma tylko 350 mm zasięgu. Więcej o nim w części o regulacji
Edit: Odsysanie pyłu według mnie działa dobrze. Mam podłączony odkurzacz Karcher MV3 i latają tylko grube wióry na bok. Lekki pył jest wciągany i pomieszczenie nie jest obrośnięte kurzem. Nie wiem tylko jak by to wyglądało przy mocniejszym odciągu.Tutaj duży plus dla Boscha za dostęp i możliwość regulacji, chociaż nie zaszkodziło by jakby zrobili ją jak trzeba fabrycznie
Zacznę od ustawienia równoległości agregatu piły z prawym rowkiem teowym. Punkty regulacji znajdują się z przodu

(ta śruba we wklęśnięciu i ta obok "2")
oraz z tyłu

(ten element za czerwonym uchwytem)
Klucz jest przy pile po lewej stronie przy mocowaniu na płotek.
Luzujemy i przy pomocy takiego śmiesznego przyrządu ustawiamy. Końcówkę wskaźnika umieszczamy bardzo precyzyjnie w określonym punkcie na zębie (jak ustawimy punkt to oddalamy i pozwalamy wskaźnikowi dojechać na sprężynie i tak robimy za każdym razem) i jak mamy dociśnięty przyrząd do lewej strony rowka i spodu zerujemy. Potem obracamy tarczę, aby ten sam ząbek był po drugiej stronie i znowu mierzymy do tego samego punktu na ząbku. W kilku próbach da się zejść do jednej setki (fabrycznie było 0,33)

Ale trzeba bardzo uważać przy pomiarach, bo ząbek nie jest idealnie płaski.


Równoległość płotka ustawiamy w ten sam sposób ustawiając go w odpowiedniej odległości od prawego rowka i mierząc z przodu i z tyłu. Ważne, aby cała prowadnica przyrządu była w rowku. Wstępnie można ustawić na oko do tarczy, a potem dopiero doregulować wskaźnikiem zegarowym.

Teraz możemy się zająć wózkiem. Wyjmujemy do z szyn (odkręcając z tyłu małą czarną plastikową blokadę na dwie śruby). Teraz ustawiamy prawą szynę równolegle do tarczy. Tu niestety nie użyjemy wskaźnika i trzeba będzie się męczyć suwmiarką ( trzeba bardzo uważać na ustawianie jej pod idealnym kątem).

Używałem do tego elektronicznej, ale aktualnie przy robieniu zdjęć nie było jej w warsztacie. Jak to mamy to ustawiamy prowadnicę idealnie prosto przy użyciu liniału i luzujemy całkiem lewą prowadnicę i wsuwamy wózek. Teraz metodą prób i błędów jeździmy nim i przesuwamy prowadnice w prawą stronę do zlikwidowania luzu. Za każdym razem przykręcamy tylko zewnętrzne śruby i sprawdzamy luz tylko na końcach. Po ustawieniu dokręcamy zewnętrzne śruby, wyciągamy wózek, dociskamy listwę do liniału i dokręcamy dwie środkowe

I już wózek nie ma żadnego luzu. Teraz możemy sprawdzić czy lewy rowek jest równoległy.

U mnie był, więc nie ruszałem.
No i na koniec zostawiłem najgorsze. Klin rozdzielający. Najpierw ustawiamy kąt prosty (jeśli mamy godny zaufania kątownik to po prostu ustawiamy, jak nie to przykładamy na przemian z jednej i drugiej strony i staramy się wyrównać szczelinę. Teraz z powrotem do akcji wkracza przyrząd sam

Ustawiamy zero na prawym zębie i wjeżdżamy na klin. Staramy się ustawić połowę różnicy szerokości rzazu, a szerokości klina, który ma około 2,33mm. Sprawdzamy z przodu i z tyłu. To jest bardzo męczący proces, bo każdy delikatnie za duży ruch powoduje ogromny skok. Przykręcanie klina również nie jest łatwe, bo trzeba to robić na zmianę po kilka stopni obrotu, inaczej się wszystko obróci i zaczniemy do nowa.

I po jakimś czasie wygląda to tak:

Tak więc w kilka godzin da się go doprowadzić do prawidłowego ustalenia. Na razie mam jeszcze remont więc tnę tylko drewno pod jakieś pomoce czy kliny oryginalną tarczą, ale dokładność już widać. Ciąłem wzdłuż listewki sosnowe i jak wziąłem z ciekawości pierwszą z brzegu to wymiar na końcach różnił się o 4 setki. Warto dodać, że leciałem szybko, bo ich wymiar nie był krytyczny

To chyba wystarczy do stolarstwa. Muszę koniecznie dorobić sanki, bo też przyrząd kątowy jest nie do ustawienia do wartości jakie by mnie satysfakcjonowały. Nawiasem mówiąc zmniejszyłem w nim luz boczny naklejając kilka warstw taśmy aluminiowej. No i to chyba by było na tyle. Może komuś pomogłem. Jak czegoś nie napisałem to pytać. No i gratulacje jak ktoś te całe wypociny przeczytał
