Z moich doświadczeń i obserwacji jak też rozmów z ludźmi którzy kilka lat temu nagminnie montowali ogrzewanie kominkowe (był szał na to) wynika, że jest to jedynie alternatywne, dodatkowe/awaryjne ogrzewanie. Jako główne kompletnie na dłuższą metę się nie sprawdza. Noszenie drewna przez pół domu, składowanie drewna, jego zakup (załatwienie) i ew. połupanie, nauczenie się palenia w kominku ("zapach" dymu - wędzonka), permanentny syf (na to narzekają żony

), malowanie salonu co roku itp. Jesienią i wiosną jak nie ma mrozów sprawdza się wyśmienicie ale zimą już kompletnie nie. W zasadzie wszyscy dziś mówią, że drugi raz by tego nie montowali ew. jakiś tani wkład bez rozprowadzenia (tylko jako ozdoba do rozpalenia kilka razy w roku dla nastroju). Swoje zdanie opieram na opinii mojej mamy oraz przyjaciół i ich znajomych którzy kiedyś zdecydowali się na ten typ ogrzewania. Dziś przechodzą na gazowe a kto nie ma gazu na ekogroszek i piec z podajnikiem.
Wszystko zależy od tego jak ciepły masz budynek, czy masz dojście do dobrego drewna itp. W zasadzie tylko jedna osoba chwaliła kominek ale mieszka w domu pasywnymi i faktycznie spala tyle drewna co nic.
Z rozmów z ludźmi zajmującymi się ekologicznym ogrzewaniem (pompy ciepła, rekuperatory, solary, kominki) wynika, że u nas wciąż jest to "nie na kieszeń zwykłego Kowalskiego". Jak kogoś stać na takie rozwiązania to ok ale okres zwrotu z takiej inwestycji jest często długi i praktycznie o zwrocie nie ma mowy a ludzie zajmujący się montażem takowych często mają niewielkie doświadczenie i nie zawsze wszystko jest zrobione tak dobrze jak powinno czy jak być mogło (jak u mojej mamy - firma montująca kominek zajmuje się w zasadzie głównie tym od kilkunastu lat ale i tak jak się okazało popełnili błędy - ciekawe jakie doświadczenie mieli monterzy którzy w niej pracowali...)