Kiedyś mój dziadek, prowadzący tartak po wojnie (małe miasteczko w wlkp) opowiadał, że mieli zawsze sporo akacji i że sprzedawało się to w całości prawie na wybrzeże.
Na pytanie dlaczego na wybrzeże opowiedział - jak to? no na statki!
Mówił, że nie ma w naszej strefie geograficznej lepszego drewna liściastego na wszystko co wymaga odporności na wodę.
Byłem w tartaku i pytałem o tarcice akacji. Panowie patrzyli na mnie jak na wariata a kiedy nie dawałem za wygraną odpowiedzieli, że akacja to chwast i że oni chwastami nie handlują.
Pytałem stolarza jakiś czas temu o akacje, to odpowiedział mi zdawkowo, że to się skręca strasznie i jest nie do opanowania.
Jak to jest z tą akacją, dlaczego była/jest cenionym (tak wnioskuje z dziadkowych opowieści) materiałem a dziś jest "chwastem"?
Czy dostępność egzotyków to sprawiło, czy faktycznie "ujarzmienie" akacji jest tak trudne, że zrezygnowano z tego materiału - a może nie zrezygnowano, tylko ja trafiłem na fachowców anty-akacjowców?