Żal?
hmmm.... to takie "kobiece"

Z mojej perspektywy: nigdy nie chciałem emigrować i tego się stale trzymam!.
Mój pobyt zagraniczny, zawsze był stanem przejściowym, efektem przypadku, zbiegu okoliczności i konsekwencji tych faktów.
Wobec takiego mojego nastawienia (do emigracji), może się wydać dziwne iż to trwa... 37 lat (od 1978 r.).
Stalo się! ale zawsze miałem zamiar: wracać! - nadeszła (wreszcie!) pora by go zrealizować.
Nie wyjechałem z Kraju ze wzgl. ekonomicznych (czy politycznych), bylem rel.młodym człowiekiem, a ze tam gdzie bylem zawsze było "lepiej" jak w Polsce, do tego: nigdy nie pracowałem "na czarno" (czy dorywczo),
nigdy nie bylem bezrobotnym i nie korzystałem z pomocy społecznej, a w Polsce było "jak było" - to automatycznie ten okres "przejściowy" się przedłużał i... trwa do dzisiaj.
Małżonka (i dziecko) przyjechały do mnie: zona znalazła tez tam swoje zawodowe "miejsce" a córka (mój charakter!) natychmiast po skończeniu studiów - wróciła do Polski i... nigdy tej decyzji nie żałowała.
"Koszty" to rozłąka z Przyjaciółmi, kolegami, Znajomymi i reszta rodzinki

.
Porównując (z Przyjaciółmi i kolegami co nie wyjeżdżali z Kraju) - bilans jest "rożny": jednym powodzi się o niebo lepiej jak mnie - inni należą (Ich zdaniem!) do "przegranych" - to subiektywna ocena.
Nauczony doświadczeniem i atmosfera (polityczne kłótnie, ciągłe niezadowolenie, spoleczne perturbacje i permanentne żale), chyba dobrze, ze przeżyłem ten czas Zagranica?
Gdy bym musiał (dalej) pracować - pewnie bym został: osiągnąłem tu małą stabilizacje i (porównawczo) znośny statut ekonomiczny, ale to nie MÓJ Kraj! - tak to może (powinien) powiedzieć Emigrant!.
Ja nim nie jestem - wiec wracam!.
Politykę mam "gdzieś", nie muszę (już) zarabiać "na chleb", pracy (czy świadczeń społecznych) nie szukam - niczym nie "ryzykuje" a starość przeżyję na "miłych memu sercu - śmieciach"

No i nie ma co ukrywać: zawsze mogę wrócić! (do dzisiejszej sytuacji),- po 37 latach już "umiem" żyć Zagranica (zupełnie nieźle!)

pozdr.,-