Ale te okucia z płaskownika to przynajmniej trochę pokieraszuj, będą lepiej wyglądać. Żeby sprawiały (przynajmniej trochę) wrażenie kutych, najprościej poklepać je młotkiem szewskim (takim z obłym, prawie kulistym obuchem). W ten sposób płaska powierzchnia uzyska ślady jak po kuciu. Potem tylko poczernić i cacy postarzone.
Domowe czernienie jest w sumie proste jak drut. Nagrzewasz element i pokrywasz go olejem (zanurzasz element lub go smarujesz). Zależnie od oleju grzejesz bardziej lub mniej. Jeśli masz olej roślinny (jadalny) to grzejesz około 200-250 stopni, tak żeby przy smarowaniu olej ładnie dymił (rób to na dworze, bo dym śmierdzi i strasznie gryzie w gardło). Ale taka metoda jest bardziej zawodna - słaba jakość pokrycia jako że czarna warstwa to głównie węglowy osad z oleju.
Lepiej mieć olej mineralny (chociażby przepracowany olej silnikowy niższej klasy). Wtedy grzejesz element (w ognisku lub palnikiem) do około 600 stopni (powinien wyraźnie świecić na czerwono - tabela kolorów -->
tu). Następnie pokrywasz olejem - bezpieczniej jest zanurzyć ze względu na dużo wyższą temperaturę, ale przy większych elementach da się też smarować, tylko trzeba zrobić sobie na długim kijku gałganek ze szmaty i smarować czymś takim. I nie zapomnij o wiaderku wody na wypadek zapalenia się gałganka

Na koniec (po uzyskaniu czarnej powierzchni) element wystudzić i pociągnąć olejem żeby nie rdzewiał.
Alternatywnie samo wygrzanie w 400-500 stopni z dostępem tlenu powinno pociemnić stal (jednak mniej niż z olejem), jako że wierzchnia warstwa się utleni. Tu też na koniec olejowanie obowiązkowe.