A ja robię inaczej: Na gotowy trzonek osadzam toporzysko i wbijam gruby klin z śliwy tak, że wchodzi z mocnym oporem potem ścinam wystającą końcówkę, a następnie wbijam dwa albo trzy gwoździe w klin od góry. Tak oprawione narzędzia jeszcze nigdy mi się nawet nie obluzowały. Poza tym takie stare narzędzia to fajna sprawa, za którą ciągnie się nieraz ciekaw historia, ja np: mam starą siekierę strarzacką i wielką siekierę wykutą niegdyś przez wujka mojego taty. A samo nadanie nowego życia starym narzędziom to po prostu piękna robota.