Już wyjaśniam Górko Zielona:
Jak ogólnie wiadomo dąb jest drewnem łupliwym. Nie ma problemów z rozszczepianiem go wzdłuż włókien, zresztą, tę właściwość wykorzystywano przez wieki z bardzo pozytywnym skutkiem.
Zabierając się do oczyszczania stołka zacząłem od siedziska które jest wykonane z grabu i błędnie założyłem, że cały mebelek jest grabowy.
Otóż nie jest. Jak się okazuje dwie nogi są dębowe.
Osobiście nie odważył bym się na zastosowanie takiego połączenia, w tym miejscu, w takim materiale. Ale jak widać, nogi wytrzymały i nie pękły (zbyt mocno, bo jednak pęknięcia są). Być może powodem jest pewna, nazwijmy to, "frywolność" w dokładności pasowania. Po prostu wczepy miały miejsce na pracę i siły rozpierające nie zadziałały aż z takim skutkiem. A brak kleju i użycie zamiast tego gwoździ tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że mój dziadek wiedział co robi.
Odnośnie gwoździ -
velstyster - wszystkie gwoździe udało się wyciągnąć w całości (oprócz jednego). Wszystkie dłuższe mają sklepane łebki co świadczy o tym, że były wcześniej prostowane - a więc z odzysku.
Dziadek wystrugał zapewne ten stołeczek w jedno popołudnie, z tego co miał akurat pod ręką.
Nie przejmując się zbytnio konwenansami a kierując się zdrowym rozsądkiem właściwym ludziom ciężko pracującym. Surowy stołek na ciężkie czasy.
Ja lekcję pokory dostałem
