23 Czerwca 2026, 12:44:00 czas Polski

Autor Wątek: Strug Bailey - dylemat  (Przeczytany 3330 razy)

Offline Salbertone

Strug Bailey - dylemat
« dnia: 29 Czerwca 2016, 06:55:21 czas Polski »
Moje początki strugania to strug drewniany. Jakoś się nie lubimy za bardzo i chciałbym zakupić coś cięższego i bardziej praktycznego. Brak mi precyzji w tym ustawianiu puknięciami młotka. Na pierwszy strug żeliwny wybrałem Stanleya (Bailey). W znośnej cenie i jak rozumiem po doszlifowaniu jest OK. Będzie służył głównie do obróbki tarcicy sosnowej pod proste meble ogrodowe. Zastanawiam się jednak nad rozmiarem. Czy do takiego celu bardziej przyda mi się Stanley numer 5 czy jednak częściej polecany numer 4?

I od razu poradźcie proszę, czy lepiej kupić używany made in England czy nowy. W zasadzie jak przeglądam oferty to wychodzi, że strug używany będzie droższy, albo w zbliżonej cenie, co nowy.

Jak czytałem w temacie sporo osób poleca strugi używane, ale w zasadzie nie do końca rozumiem dlaczego. W czym te stare Stanley są lepsze? Zakładam, że w każdym wypadku trzeba wywłaszczyć stopę. W nowym nie ma za to problemu odrdzewiania.

A może ktoś ma 4 lub 5 w dobrym stanie do odsprzedania?:)
Never underestimate a dad with woodworking skills

Offline kryj

Odp: Strug Bailey - dylemat
« Odpowiedź #1 dnia: 29 Czerwca 2016, 13:01:36 czas Polski »
Jak nie masz nic przeciwko używkom to weź używanego. Nowe Stanleye nie dorastają do pięt tym starym. Prawdopodobnie więcej włożysz w szlifowanie stopy w nowym niż w odrdzewianie starego. Mam nowwgo Stanleya no 3 i włożyłem już 6h w szlifowanie stopy i skrzydełek i nadal nie są gładkie, ale prawdopodobnie mam felerną sztukę, ale w doprowadzenie nowego Stanleya do stanu używalności musisz włożyć ok 4h poza tym stare Stanleye mają nóż 3mm.

Wysłane z mojego SM-G930F przy użyciu Tapatalka


Offline Salbertone

Odp: Strug Bailey - dylemat
« Odpowiedź #2 dnia: 29 Czerwca 2016, 14:45:34 czas Polski »
Dzięki za radę. A jak coś pójdzie nie tak to nowe noże będą pasowały do tych starych strugów?
Bo chciałbym od razu dokupić dodatkowy nóż i nieco zaokrąglić. Mam dosyć nierówno ciętą tarcicę i na pewno się przyda na zmianę taki zdzierak.
Never underestimate a dad with woodworking skills

Offline Łukasz G.

Odp: Strug Bailey - dylemat
« Odpowiedź #3 dnia: 05 Sierpnia 2016, 22:07:26 czas Polski »
Ja z małą uwagą - jeżeli mogę - kolego kryj - powtarzasz zasłyszane gdzieś informacje które wprowadzają w błąd innych.
Cytuj
Nowe Stanleye nie dorastają do pięt tym starym
- nieprawda. Najbardziej dostępne strugi używane to lata 70-te ubiegłego wieku. Oprócz drewnianych rączek nie są jakościowo lepsze od nowych z plastikowymi rączkami które również dobrze leżą w dłoni. Posiadam/łem również strugi Stanleya i Recorda z wczesnych lat 50-tych. Nie widzę większej różnicy. Każdemu strugowi używanemu poświęcam średnio 3-4 godziny żeby działał tak jak tego chcę.
Cytuj
poza tym stare Stanleye mają nóż 3mm
- być może to dotyczy modeli przedwojennych. Anglojęzyczne internety podpowiadają, że jakość narzędzi przedwojennych była zdecydowanie lepsza z wiadomych względów. Mogę tylko potwierdzić, że widziałem ostrza laminowane ale nie jakoś zasadniczo grubsze. Strugi z okresu przedwojennego z palisandrowymi rączkami itp. są cholernie drogie. Teraz z drugiej strony - jakiś czas temu byłem w siedzibie DŁUTA.pl - ściągałem z półek wszystkie strugi - Stanley, Kuntz itp. Przygotowanie do pracy nowego No3 zajęło mi dosłownie chwilę. Śmigał całkiem nieźle. Na pewno nie gorzej od zadbanej używki. Do brzegu zatem - jeżeli nie ma się zajawki na stare narzędzia to - z praktycznego punktu widzenia - kupił bym nowego Stanleya i po prostu strugał bym nim drewno;-) Zasadniczo, o wiele ważniejsze jest przygotowanie narzędzia i naostrzenie go niż to czy jest stare i ile mm ma nóż.
 
 

krzysiek

  • Gość
Odp: Strug Bailey - dylemat
« Odpowiedź #4 dnia: 06 Sierpnia 2016, 09:24:05 czas Polski »
Ja z małą uwagą - jeżeli mogę - kolego kryj - powtarzasz zasłyszane gdzieś informacje które wprowadzają w błąd innych.

Łukaszu Twoja surowa ocena postu kolegi @kryj nie do końca jest uzasadniona.
Na ocenę jakości wytwarzanych produktów nie mają wpływu przypadki ich dobrego wykonania , taka ocena jest kształtowana na podstawie egzemplarzy wadliwych. Jest tak ,że wśród strugów Stanley produkowanych obecnie zdarzają się egzemplarze wykonane wadliwie a wręcz niechlujnie. Kolega @aramis44 dokonał jakiś czas temu kontroli wymiarów fabrycznie nowego "bloka" i okazało się ,że nie jest zachowana nawet dokładność warsztatowa czyli wymiary zwierciadlane różniły się o więcej niż +/- 0,1 mm.
I czy chcemy czy nie ,ocena wartości strugów Stanley dokonywana jest na podstawie takich przypadków - jest to nawet prawidłowość wynikająca z socjologii rynku.
Patrząc z tego punktu widzenia postu kolegi @kryj nie traktowałbym jako wprowadzanie w błąd lecz raczej jako przestrogę i przypomnienie ,że w czasie zakupów należy bacznie kontrolować jakość tego co się kupuje. Określenie "zakupów" dotyczy również transakcji internetowych , a ostrożność powinna dotyczyć  źródeł czyli sprzedawców, bowiem musimy mieć gwarancję zwrotu tak jak jest to w przypadku sklepu wymienionego przez Ciebie .
Sklepu ,który nawiasem mówiąc ostatnio bardzo przyjemnie mnie zaskoczył , ale o tym przy innej okazji.
« Ostatnia zmiana: 06 Sierpnia 2016, 09:26:59 czas Polski wysłana przez krzysiek »

Offline Łukasz G.

Odp: Strug Bailey - dylemat
« Odpowiedź #5 dnia: 06 Sierpnia 2016, 11:28:33 czas Polski »
krzysiek - 0.1 mm? Ludzie kochani! Naprawiłem i odrestaurowałem wystarczającą ilość strugów żeby wiedzieć, że to nie jest czasami łatwe. Ani szybkie. Kupowanie używanego/starego struga to zawsze loteria. Akurat ja uwielbiam stare narzędzia i lubię je odrestaurowywać ale zdecydowanie łatwiej jest przygotować do pracy NOWY strug. Kupno używki na ebayu dla osoby która zaczyna swoją przygodę z drewnem to w większości rozczarowanie. Również finansowe. To samo dotyczy pił a w szczególności dłut. Osobom które zaczynają polecam - kupno nowej "5" z dodatkowym ostrzem i "7". I w zasadzie są w stanie zrobić tym wszystko. Oczywiście szlifowanie stopy będzie nieuniknione ale używki też będą do szlifowania. Pomijam rdzę;-) Cenowo będzie nawet korzystniej...

Offline Arek15

Odp: Strug Bailey - dylemat
« Odpowiedź #6 dnia: 06 Sierpnia 2016, 16:03:17 czas Polski »
mam mnóstwo strugów, trochę się pozbyłem sprzedając i powiem tyle że czy stary czy nowy(stanley, record) trzeba poświęcić czas by doprowadzić narzędzie do perfekcji, osobiście preferuje używane stare bo są tańsze(a przynajmniej tanich szukam) a kupując coś nowego to w głowie siedzi mysl że zapłaciłem kupę kasy a i tak muszę się namachać na papierze i mnie to denerwuje. nowe ma być nowe i nie mam nic przy tym grzebać, stare natomiast ma swoje niedomagania i to się akceptuje ze względu na cenę. tyle w temacie. inna sprawa jak się jest fanatykiem starych gratów- mi odrestaurowanie struga sprawia przyjemność i dlatego nowy strug mam tylko jeden:)cieszy mnie jak zrobie coś sam od a-z

Offline Salbertone

Odp: Strug Bailey - dylemat
« Odpowiedź #7 dnia: 06 Sierpnia 2016, 17:44:54 czas Polski »
Ja mam ten komfort psychiczny, że jak kupię nowy i coś będzie z nim nie tak, to mogę zwrócić albo w ostateczności zareklamować. Z używanym, a zwłaszcza kupowanym za granicą, już nie bardzo. Jakoś wolę nowe. Mam nienajlepsze wspomnienia po odrestaurowywaniu znalezionych w szopie starych dłut. Po pewnym czasie się zniechęciłem i kupiłem nowe.
Never underestimate a dad with woodworking skills

krzysiek

  • Gość
Odp: Strug Bailey - dylemat
« Odpowiedź #8 dnia: 07 Sierpnia 2016, 09:25:50 czas Polski »
krzysiek - 0.1 mm? Ludzie kochani!
Załączam odsyłacz do pełnej treści postu kolegi @aramis44 abyś mógł się zorientować w czym rzecz i nie koncentrował się jedynie na problemie szlifowania stopy. Bo akurat ono nie ma wpływu na ocenę jakości fabrycznych strugów Stanley'a.
http://forum.domidrewno.pl/strugi/block-plane-'zwykly'-czy-low-angle/
Odpowiedź nr 7
A przy okazji szlifowania stopy to ja robię to kilka razy w roku , co najmniej raz na kwartał