Wczoraj wieczorkiem robiłem sobie prototyp szabloniku z płyty wiórowej, i tnąc na pile otrzymałem strzała niezłym odpryskiem laminatu tuż koło oka. "Na szczęście" noszę normalnie okulary i pewnie by uchroniły, ale kolega płyciarz już drugi raz był u okulisty w tym roku z tego powodu, także warto nie lekceważyć podstaw bhp.
A jako ciekawostkę nie związaną ze stolarnią, ale z drewnem jak najbardziej: rąbałem gałęzie na ognisko w ogniskowych warunkach, czyli grubsza gałąź jako pieniek. Któreś piwko z kolei, wesołe rozmowy i nagle potworny ból w oku. Gałąź odcięta tak zasprężynowała, że wypchnęło mi szkło z tych samych okularów z taką siłą, że podbiło mi oko wraz z rozcięciem oczodołu - dwa dni siedziałem w domu - a granatowe limo miałem parę dni.
Nie chcę myśleć, co gdyby nie okulary. Parę lat wcześniej podobna sytuacja tylko na normalnym pniaku. Rąbałem gałęzie na środku pniaka, zamiast na jego krawędzi i łeb solidnie rozcięty. Tak to jest jak laik /wtedy/ dorwie się do siekiery, no bo niby żadna filozofia
