Stalowe kozy zwykle po dwóch sezonach idą na złom generalnie rzecz biorąc.
Tylko, że są tanie, więc gdy się zuzyje można kupić nową, i potraktować jako koszty ogrzewania.
Wątpię czy jest sens kupowania kozy żeliwnej bo kosztuje tyle co piec gazowy. Wyobraź sobie, że w Małopolsce gdzie mieszkam na terenie aglomeracji nie można palić choćby drewnem w kominku.
Albo na wsi pod Krakowem kilka tygodni temu do pewnej znajomej mi rodziny przyszło dwóch policjantów ponieważ dostali zgłoszenie, że z komina idą dymy. Weszli, sprawdzili, czysto, mandatu nie dali.
Zmierzam do tego, że rady dotyczące ogrzewania powinny być silnie powiązane z miejscem zamieszkania. Do takiej kozy wrzucisz mokre drewno, pójdzie dym i niby jesteś trucicielem, bo smog itp. Taka rzeczywistość Panuje w Małopolsce.
W warsztacie jest ten dylemat właśnie.
Piec gazowy, fajny, wygodny, szybki, bezobsługowy i czysty ale zawsze jest dużo odpadów które trzeba wyrzucić.
Koza spali wszystko.
A do trociniaka przydał by się tez rozdrabniacz do zmielenia mniejszych odpadów na wiór