Udało się. Plan minimum wyprzedziłem o tydzień! Jest gont na dachu. Przez ostatni tydzień codziennie świeciło słońce, także można było pracować z dachem. Dopiero wczoraj zerwał się duży wiatr i się zachmurzyło, ale nie przeszkodziło to w ukończeniu dachu. Dziś dach się samowulkanizuje, bo słonko całkiem mocno przygrzewa, chociaż temp na razie 12st C, ale dach jest ciepły (bo cały w słońcu od 9:30).
Dekarzem chyba nie będę mógł zostać, wyszło ładnie, ale zajęło mi układanie tego gontu 11-12 godzin realnej pracy. Dach ma 6.96m2. Poszło 57 pasków gontu. Także oprócz 2 paczek, trzeba było dokupić 10 gontów luzem (castorama na szczeście sprzedaje na sztuki).
Kalenica zrobiona z pojedynczych płytek odcinanych z paska tak, że tył ma kształt trapezu. Płytki umieszczone co 10cm, także poszło ich na kalenicę bodaj 27. Teoretycznie kalenicę powinno robić się z płytek kwadratowych (czy prostokątnych), ale z karpiówki wyszło bardziej stylowo i muszę przyznać, że całkiem ładnie to wygląda (ciekawe na ile trwałe to jest).
Gont, który kupiłem jest samowulkanizujący i ma na 85-90% swojej powierzchni od spodu warstwę klejącą, ale wszystkie noski i boczne krawędzie są podklejone dodatkowo klejem do gontów. Jest u mnie bardzo wietrznie, a domek stoi w najbardziej wietrznym miejscu działki, także nie jestem na 100% pewien jak długo gont tam będzie. Szczególnie, że znajomy mi mówił, że u niego gont przybity na zwykłe papiaki odfrunął po 1 sezonie

.
Papę biłem papiakami 20mm, gont pas startowy 20mm, a resztę 25mm w ocynku. Kalenicę można by nawet 30mm bić, ale nie miałem, liczę, że nie odfrunie. Niestety skończył mi się klej w połowie kalenicy i ~15 gontów nie ma tam klejonych nosków.
Ogólnie robota prosta i całkiem przyjemna, chociaż na deskowanie nie jest tak łatwo przybijać papiaki, bo w miejscach odległych od krokwi deski sprzężynują (ciekawe jak jest z płytą OSB???). Parę razy udało mi się wbić gwoździe między deski i trzeba było wbijać od nowa.
Pierwsze 4 rzędy kładłem z drabiny, co było dość czasochłonne, bo docinałem na ziemi paski, więc przy każdym goncie była wędrówka góra/dół, a potem przesunięcie drabiny (3 razy na pas). A reszta kładziona z dachu, wtedy poszło dużo szybciej. Trzeba jednak uważać, na sam gont, bo jak się go trze masywnymi butami, to posypka odpada bardzo szybko (pewnie to zależy od jakości gontu), ja miałem jeden z tańszych z casto.
Mam nadzieję, że przyszłym budowniczym domków dla dzieci moje doświadczenia pomogą

.