Popełniłem sobie pobijak bukowo - jesionowy.
Z jesionu jest trzonek i nabyłem go w OBI za ok 4,50 zł.
Obuch (czy jak się on nazywa w pobijakach) wyciąłem z kawałka ... bukowego drewna opałowego.
Sezonowane przez rok, do palenia OK. Ale, o czym za chwilę, jednak zbyt wilgotne jako materiał stolarski. I to pomimo przechowywania go w temperaturze pokojowej przez 2 miesiące po sezonowaniu.
Obuch wycinałem na pile stołowej "na oko", jedynie mając w pamięci zdjęcie pobijaka Narexu ze strony dłuta.pl.
Potem wywierciłem owalny otwór do osadzenia trzonka.
Trzonek dopasowałem, przeszlifowałem całość i osadziłem na klej D3.
W tym momencie był błąd nr 1. Dopasowywałem trzonek zawsze jedną stroną (wiecie o co chodzi) do otworu do momentu aż dało się go osadzić na wylot. Oczywiście przy klejeniu pop....m strony i trzonek nie wszedł do końca. Nie dał się również wyjąć. Normalnie go zassało jakoś, bo nawet wybić go nie mogłem a nie chciałem uszkodzić waląc zbyt mocno młotkiem.
Pogodziłem się z tym i pyłu jesionowego po szlifowaniu i kleju zrobiłem "szpachlę", którą wypełniłem brakujące 2 mm.
W tym momencie popełniłem błąd nr 2. "Szpachla" po 12 godzinach nadal nie nadawała się do szlifowania więc wpadłem na genialny pomysł i położyłem pobijak na kaloryferze. Ledwo ciepłym ale jednak cieplejszym od temperatury pokojowej. Następnego dnia moim oczom ukazało się to co na zdjęciu nr 2 :-(
Pęknięcie wzdłuż dłuższej strony obucha po jednej stronie.
I teraz pytanie do Was.
Czy coś da się z tym zrobić, żeby obuch się nie rozleciał? Warto to naprawiać? Jak?
Wymyśliłem sobie, żeby od góry wywiercić dwa otwory i wbić kołki bukowe, które trochę wzmocnią obuch.
A może wkrętami? A potem łby wkrętów zamaskować kołeczkami lub szpachlą.
Ale szczerze mówiąc wątpię w wytrzymałość takiej konstrukcji.