nie przesadzajcie i nie besztajcie chłopa... równie dobrze kogoś może razić humor o czarnych, Żydach, niepełnosprawnych, o religii... idąc dalej w ślepy zaułek o blondynkach czy też feministyczne, o lekarzach...
wiadomo, że nie każdego bawi to samo i każdy ma próg żartu na innym pułapie. Jak mi się dowcip nie podoba to się nie śmieję zamiast kogoś obrażać.
Mnie osobiście ten konkretny 'dowcip' nie bawi. I tyle. Choć znowu moimi ulubionymi 'kawałami' są o Żydach i Murzynach, co nie oznacza, że jestem rasistą czy antysemitą...
Natomiast jeśli dla kogoś taki 'dowcip' ma bardzo osobiste znaczenie i boli w taki sposób, to wtedy inna para kaloszy, ale jeśli nie, to wystarczy odrobina tzw. 'tumiwisizmu', przeczytałem, do dupy, idę dalej...
Nieopatrznie opowiedziałem kiedyś kawał o niepełnosprawnym w nieodpowiednim towarzystwie. Dostałem reprymendę od pewnej osoby, że jedno z jej rodzeństwa jest niepełnosprawne no i żebym lepiej takich kawałów nie opowiadał, bo to jest bardzo przykra i trudna sytuacja, której nie chciałbym przeżyć. Zrozumiałem, przeprosiłem i uważałem bardziej. Bo nie chodzi o to, żeby kogoś takim 'kawałem' urazić tylko żeby przyjąć jakiś mniej lub bardziej śmieszny kontekst, zrozumieć ideę żartu i zaraz jak rozbawił (o ile) - zapomnieć o tym toku myślenia.
Natomiast, jeśli rzeczywiście będzie sugestia/prikaz - nie wrzucamy takich i takich żartów (o ile pewne rzeczy można żartem nazwać, każdy ma inną definicję...) no to należy sobie darować i pewnej granicy nie przekraczać. Tyle
Napomnijcie chłopaka, jeśli nie posłucha, to można interweniować wyżej. Jeśli posłucha, to znaczy, że rozumie. Ale żeby od razu 'popierdolony'...?