Forum stolarskie Domidrewno.pl
Realizacje krok po kroku => Krok po kroku (realizacje własne) => Wątek zaczęty przez: Łukasz G. w 20 Lutego 2016, 19:13:59 czas Polski
-
To jest ryczka.
Czyli taboret.
Tę ryczkę wykonał mój dziadek gdzieś w odległej przeszłości (myślę, że lata 70-tę).
Ryczka jest wykonana w całości z grabu (tak mi się wydaje).
Dziadek nie miał internetu ale miał głowę nie od parady.
I zręczne ręce.
Ta ryczka jest dla mnie jak wehikuł czasu - przenosi mnie do maleńkiej, nadodrzańskiej wioski, do małego warsztatu gdzie wszystko jest czystą magią. Poukładane narzędzia, ostre dłuta, piły ramowe, strugnica.
A ja niczego nie mogę dotykać!
Dziadek wszystko wie i wszystko widzi!
Pomimo ciężkiej choroby.
Dziadek odchodzi w 86-tym.
Ta mała, skromna ryczka jest dla mnie skarbem droższym od najpiękniejszych mebli.
I zgrabny napis wykonany szybko i wprawnie - "Środek" (ostatnie zdjęcie) - jedyny wyraz napisany ręką dziadka jaki widziałem przez całe życie.
Połączenia bezklejowe, gwoździe i drewniane dybelki w łączynach. Płetwy w łączynach górnych!? Takie połączenia są nie do pomyślenia w dębie! Ale w grabie są - dziadek wiedział? Ja nie wiedziałem.
-
Nie ma wątpliwości, że dziadkowe geny przeszły na Ciebie. :)
A ten taboret / ryczkę / zydel będziesz reanimował, czy kopiował?
-
Ostrożne rozłożenie, zeskrobanie warstw olejnicy którą moja mamusia łaskawie była naniosła, zaszpachlowanie szram po cieciu kątówką którą mój tatuś był łaskaw porobić i pomalowanie farbą kredową.
W kolorze "błękit pruski".
I podarowanie najmłodszemu synkowi - co by miał na czym buciki nakładać ;D
-
A wiadomo skąd nazwa "ryczka" ???
Mi się skojarzyło z ryczeniem,płakaniem(na W/W sprzęcie,zamiast pozycji przez kolano) po uprzedniej wizycie taty w szkole na wywiadówce :D
-
Tatuś mój na wywiadówki nie chadzał ale jak mamusia kazała to dupsko bite było.
Nie pamiętam czy na ryczce.
Za to świetnie się z niego firanki wieszało.
-
A wiadomo skąd nazwa "ryczka"
Słowo "ryczka" pochodzi z języka niemieckiego, od rzeczownika "die Ritsche", czyli stołeczek pod nogi.
-
No to się wyjaśniło :)
Dzięki ;)
*no i teorie spiskowe się nie sprawdziły :P
-
Gwoli uzupełnienia - słowo ryczka istotnie wywodzi się z niemieckiego - tak jak sporo słów z gwary poznańskiej - bo tam właśnie się tego słowa używa. Poniekąd słynne poznańskie zdanie - "w sini na ryczce stały pyry w tytce" ;)
A ryczka wzorcowa !
-
Ryczka jest wykonana w całości z grabu (tak mi się wydaje)
No pewnie...bardzo śmieszne...
- siedzisko - grab
- noga1 - dąb
- noga2 - ki diabeł? pomóżcie! - twarde, bez porów, słoje zawiłe...
- łączyna1 - buk
- łączyna2 - robinia
Istny Frenkenstein.
Dziadek zadbał co bym się nie nudził ;)
PS. Budowa szafki narzędziowej nieco zwolniła, mam dylematy moralne odnośnie zawiasów i wkrętów mocujących. Uchwyty do szuflad są.
-
druga noga może być z wiązu. W tym stołku masz użyte celowo różne gatunki drewna, ot taki skrócony kurs materiałoznawstwa.
-
By pasowało - wiązu nie znam za bardzo. Ciężko dostać.
-
Witam
Mam podobnie jak autor (tak mi się wydaje ) też są dla mnie cenne takie "pamiątki" . Na pierwszy rzut oka niby zwykłe krzesełko by ktoś powiedział, ale znając jego historię robi się bardzo cenne. Też mam bardzo dużo pamiątek po swoim DZIADKU które są dla mnie bezcenne.
...to tak na marginesie, czekam na efekt końcowy
-
Ładny zydel. Gwoździe było za co chwycić czy obcięte łby miały?
-
Łukasz G
Połączenia bezklejowe, gwoździe i drewniane dybelki w łączynach. Płetwy w łączynach górnych!? Takie połączenia są nie do pomyślenia w dębie! Ale w grabie są - dziadek wiedział? Ja nie wiedziałem.
Dlaczego takie połączenia nie są do pomyślenia w dębie? Nie rozumiem tego, mógł byś wyjaśnić tą wypowiedź?
-
Już wyjaśniam Górko Zielona:
Jak ogólnie wiadomo dąb jest drewnem łupliwym. Nie ma problemów z rozszczepianiem go wzdłuż włókien, zresztą, tę właściwość wykorzystywano przez wieki z bardzo pozytywnym skutkiem.
Zabierając się do oczyszczania stołka zacząłem od siedziska które jest wykonane z grabu i błędnie założyłem, że cały mebelek jest grabowy.
Otóż nie jest. Jak się okazuje dwie nogi są dębowe.
Osobiście nie odważył bym się na zastosowanie takiego połączenia, w tym miejscu, w takim materiale. Ale jak widać, nogi wytrzymały i nie pękły (zbyt mocno, bo jednak pęknięcia są). Być może powodem jest pewna, nazwijmy to, "frywolność" w dokładności pasowania. Po prostu wczepy miały miejsce na pracę i siły rozpierające nie zadziałały aż z takim skutkiem. A brak kleju i użycie zamiast tego gwoździ tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że mój dziadek wiedział co robi.
Odnośnie gwoździ - velstyster - wszystkie gwoździe udało się wyciągnąć w całości (oprócz jednego). Wszystkie dłuższe mają sklepane łebki co świadczy o tym, że były wcześniej prostowane - a więc z odzysku.
Dziadek wystrugał zapewne ten stołeczek w jedno popołudnie, z tego co miał akurat pod ręką.
Nie przejmując się zbytnio konwenansami a kierując się zdrowym rozsądkiem właściwym ludziom ciężko pracującym. Surowy stołek na ciężkie czasy.
Ja lekcję pokory dostałem :D
-
Wszystkie dłuższe mają sklepane łebki co świadczy o tym, że były wcześniej prostowane - a więc z odzysku.
Niekoniecznie. :)
Łby gwoździ spłaszcza się dla kamuflażu. ;) Gwóźdź wchodzi głębiej, mniej rzuca się w oczy, a i z zaszpachlowaniem nie ma problemu.
Jeśli natomiast przypadkiem pomyliłeś łeb z czubkiem gwoździa, to... Czubek spłaszcza się po to, aby przy wbijaniu nie rozerwało drewna.
-
Klo - piszę o łebkach. Wiem to, bo osobiście grzebałem w słoikach z dziadkowymi gwoździami pozyskanymi ze starych desek albo po prostu znalezione na gościńcu. Nawet w drodze do Kościoła podnosił znalezione gwoździe. Nic się nie mogło zmarnować a gwóźdź był bezcenny.
-
Nawet w drodze do Kościoła podnosił znalezione gwoździe. Nic się nie mogło zmarnować a gwóźdź był bezcenny.
Boże, pamiętam tę udrękę z dzieciństwa kiedy po każdej "robocie" musiałem za Dziadka ( pracował już siedząc na stołku - w Kongresówce a przynajmniej na Chojnach w Łodzi na ryczkę mówiło się tylko stołek - bo miał sztywny staw biodrowy po upadku na oblodzonym chodniku ) przegrzebywać palcami piasek na podwórku i wybierać każdy gwóźdź. Było kilka pudełek na gwoździe na większe , średnie i małe. Każdy gwóźdź był chyba używany z 10 razy a niektóre to pewnie jeszcze były sprzed wojny.
Łukasz piękna podróż w czasie , dzięki.
-
Krzysiu - ja miałem chyba jeszcze radośniej. Mój tatuś domy budował. Wokół domu zawsze leżały sterty desek szalunkowych. Każda była używana wielokrotnie. Każdy gwóźdź wyciągnięty, prostowany i powtórnie wykorzystany.
Zgadnij kto to robił?
Ale miało to też swoje dobre strony - prostowanie gwoździ ma terapeutyczne działanie. Trochę jak struganie desek. Uspokaja ;)
-
Zgadnij kto to robił?
Podejrzewam ,że wiem.
W nagrodę za pomoc przy gwoździach Dziadek zrobił kiedyś rzecz szaloną . Procę. Procę profesjonalną , wentylach od maszynek rowerowych - kupowało się je w odcinkach po 20 cm - na tej procy w ciągu paru godzin poznaliśmy z Bratem zasady balistyki i prawa rządzące artylerią stromotorową. Sąsiad mający szklarnię dwie posesje dalej zdzierżył brzęk tłuczonego szkła do momentu kiedy trafiliśmy w okienko dachowe . Od tęgiego lania uchroniła nas Babcia .
-
Historia zatoczyła koło.
Ze starego stołka zrobiłem ... stary stołek.
Bo to przecież jest stary stołek.
Ale również żywa historia. Zapis czyjegoś pracowitego popołudnia. Może całego bożego dnia.
Stołek surowy - tak jak życie moich dziadków na zachodnim pograniczu Polski. Na Ziemiach Odzyskanych. Gdzie wszystko było "poniemieckie" a nie "nasze".
Gdzie na cmentarzach jeszcze nie pojawiły się groby bliskich bo przecież wszystko zostało gdzieś na Wschodzie albo w Polsce Centralnej.
Ledwo pamiętam mojego dziadka ale ten stołek będzie mi go przypominał.
Liczę, że tę zaradność odziedziczy również imiennik mojego dziadka.
Mój pierworodny syn.
Franciszek.
-
Czasami jest trudno zrobić stare ze starego, a okraszenie tego refleksją - bezcenne :)
-
Wokół mnie są tylko wspomnienia. Rzeczy materialne albo już nie istnieją albo władają nimi osoby całkowicie mi obce.
Na starość człowiek się robi sentymentalny , niestety.
Dobrze masz Łukasz.
-
To jest ryczka.
Czyli taboret.
Widzę , że ogarnęły Was wspomnienia .
Gwoli ścisłości to u nas ryczka była niższa ok 30 cm wysokości , służąca jako podnóżek , a to ze zdjęcia to raczej taboret , wyższy - na którym dało się usiąść do stołu
-
Dokładnie 27 cm - obciąłem o ok. 1 cm na nodze.
Będzie, że ryczka chyba...
Widzę , że ogarnęły Was wspomnienia
- ostrzegałem, że to wehikuł czasu :)