Najgorsze , ze jarzeniowki nie maja ciaglego widma i potrafia oszukiwac
kolory
Pozwolę sobie wtrącić swoje 3 grosze, zgadzając się z przedmówcą.
Wyładowcze źródła światła (świetlówki), raz że widmo światła powoduje przekłamania, to jeszcze dochodzi wspomniany wcześniej efekt stroboskopowy. Rzadko się spotyka oprawy z elektronicznym układem wzbudzającym wyładowania z częstotliwością wyższą niż sieciowe 50 Hz, więc nawet w układach trójfazowych gdzie każda z trzech opraw jest zasilana przesuniętą w czasie fazą należy się z tym liczyć (... o nic się nie kręci ... bam) w niekorzystnej sytuacji gdy np. zasłonimy dużą płytą pozostałe dwie oprawy. Zaletą jest niewątpliwie trwałość (elektroniczny układ zapłonu i dobre rury) rozświetlenie oświetlanej powierzchni, szeroki kąt rozsyłu (regulowany praktycznie biorąc tylko przez odbłyśniki oprawy), minimalny efekt olśnienia przy dobrze dobranej oprawie i dobrze zaprojektowanym położeniu opraw. Do tego dochodzi dobra efektywność energetyczna i minimalna emisja ciepła.
Półprzewodnikowe źródła światła. Wąski strumień światła generowany przez złącze diody wymaga odpowiedniego zaprojektowania modułu: kila - dziesiąt diod w module na odpowiednio ukszałtowanej powierzchni, lub promiennik/odbłyśnik rozsyłający światło w kąt większy niż standardowe 30 stopni dla jednego złącza diody. Niestety, pomimo tego w dalszym ciągu takie źródło światła należy IMO traktować jak punktowe - widać to np. w panelach o dużej powierzchni, gdzie nawet przez rozpraszającą/matową powierzchnię widać wyraźnie źródło światła. Widmo światła jest w 90% dostępnych na rynku LED jeszcze węższe niż w przypadku świetlówek (obcięte od dołu i góry), pozostałe 10% to rozwiązania kombinowane (diody różnych charakterystykach w jednym module), ale równie drogie jak rzadko spotykane. Efekt stroboskopowy nie występuje jeśli układ zasilania jest dobrze zaprojektowany. Widziałem już chińskie "drajwery" walące wyprostowane 100 Hz przez diodę, opornik i kondensator. Dla stabilizowanych elektronicznie zasilaczy dających nawet zaszumione napięcie na wyjściu efekt nie powinien wystąpić. Ciepło: "wyżej d..y nie podskoczysz" jak mawiał klasyk ;-). Większa ilość światła, większy pobór prądu przepływającego przez złącze, większa ilość wydzielanego ciepła i walka jak tu ją odprowadzić, żeby sprawność łącza półprzewodnikowego i jego efektywność nie spadła. Finito. Radiatory muszą być i do nich przepływ powietrza. Jak nie ma to spada sprawność i trwałość (widziałem po roku "wypalone" oprawy gdzie połowa światła padała przy tym samym poborze prądu). Pobór energii: bezkonkurencyjnie mały.
W moim wypadku: pracuję w firmie sprowadzającej różne wynalazki oświetleniowe w tym LED, miałem okazję potestować i tanie świetlówki (cena rządzi u klienta :-/) i droższe (kupowane już gdzie indziej) oraz oprawy, żarówki LED z "taniości" i średniej klasy. Tam gdzie pracuję dłużej nastąpił powrót do światła żarowego (halogeny w bańce E27 E14), doświetlam LED punktowo miejsca wymagające precyzji (nie grzeją w twarz). Tam gdzie doświetlenie ma być okazjonalne, na dużej powierzchni i stosunkowo niedługo (korytarze, ubikacja, łazienka, kuchnia) - świetlówki o barwie ciepłej z układem soft-start (Philips, Osram). I oczka jakby mniej bolą.
To jest moja osobista opinia i nie zamierzam za nią ginąc ;-) Mam nadziej, że pomogłem.