21 Kwietnia 2026, 20:21:20 czas Polski

Autor Wątek: Stanley bailey no. 5 szlifować stopę na papierach czy dać na maszynę?  (Przeczytany 4245 razy)

Offline Łukasz G.

Odp: Stanley bailey no. 5 szlifować stopę na papierach czy dać na maszynę?
« Odpowiedź #15 dnia: 24 Listopada 2015, 17:36:52 czas Polski »
Pany - chyba nie jasno się wyraziłem - jeżeli ktoś ma ochotę, to może szlifować do tolerancji jakie sobie wymyśli - nic mi do tego. Jeżeli komuś sprawia satysfakcję produkcja mega cieńkich stróżyn które "aż się unoszą" to proszę bardzo - nawet to relaksujące. Ja natomiast lubię budować z drewna i przy ograniczonym czasie nie bawił bym się w szlifowanie akurat No 5 bo nie ma takiej potrzeby - ten strug nie musi mieć idealnie płaskiej stopy (nawiasem mówiąc to żaden strug nie musi).
kol. krzysiek - akurat Veritasa to musiałem szlifowałem :P

Offline velsyster

Odp: Stanley bailey no. 5 szlifować stopę na papierach czy dać na maszynę?
« Odpowiedź #16 dnia: 24 Listopada 2015, 17:38:08 czas Polski »
Zamist wd40 na strugi lepiej mydla uzyc. Takiego w kostce nie w plynie ;)

Sent from my GT-I9500 using Tapatalk


Offline seb

Odp: Stanley bailey no. 5 szlifować stopę na papierach czy dać na maszynę?
« Odpowiedź #17 dnia: 25 Listopada 2015, 18:28:20 czas Polski »
Hmmmm  :) ale mi się wątek rozwinął....
czuje się trochę wywołany do tablicy, pora się wytłumaczyć z intencji.
Otóż tego  no. 5 chciałem szlifować bo wielu doświadczonych kolegów tak radzi, chodziło raczej o to żeby oszczędzić sobie żmudnej roboty na papierach. Tolerancja 0,02 to miał być bonus, a nie cel.
Ponieważ to jest mój pierwszy tak zaawansowany strug (dotąd tylko drewniaki), żywiłem nadzieje że po takim szlifie będzie się nadawał do przygotowania klejonki i ostatecznego strugania blatów, bo szybko na strug płaszczyznowy stać mnie pewnie nie będzie.
Nada się?

Co do zdania kolegi Łukasza, cóż zdaje sobie sprawę że 0,02 mm to mi na nic, oko ma 10x mniejszą rozdzielczość. Nawiasem mówiąc, teraz zajmuje się powojenną komodą dębową gdzie wysokości półek się różnią o 5 mm, szerokości listew o 1 mm itd... i jakoś tego nie widać.
Mój dziadek był przedwojennym mistrzem stolarskim, de facto prawował do 84 roku życia, ojciec też się cały czas zajmuje stolarką. Jak dziadek jeszcze żył (był z 1900 r.) często w domu słyszałem jak ojciec mawiał z przekorą do dziadka:
 " hebluj, synu hebluj - ojciec przyjdzie siekierką poprawi"
to tyle a propos wymaganej dokładności strugania  ;D

A propos WD i mydła. Pracowałem  teraz trochę na stolarni i ropa lała się po blatach ze spryskiwacza często i jakoś nie było problemów z lakierami i bejcą.
Za to z mydłem nie wolno przesadzać. Ojciec robił mi niemal 3 m półkę  (taka rustykalną ) z niebarwionej sosny. Podzielona na 3, w każdej części 3 półki nad sobą plecy z klepki, środkowa część zamknięta drzwiczkami z filonkami, wszystko z deski 32 mm- słowem mnóstwo dokładnego zacinania, wycinania pasowania etc bo pozostaje w kolorze naturalnym. Tak pod zakończenie tej roboty poszedł do pracy, a dziadek jak to zobaczył , to mu te półkę dokończył. A że miał już koło 80 lat - ręka i oczy już nie te co kiedyś - to gdzie się nie udało dokładnie zaciąć to w szpary napchał szarego mydła bo mu dobrze pod kolor pasowało. Ojciec jak to zobaczył..., cóż potem się z tego śmiał, ale potem - jak już zapomniał ile czasu to mydło wydłubywał i jak ani klej ani  lakier się tego nie chciał złapać. Tak że mydło dobre - dziadek w końcu na stolarce się znał ;) - byłe z umiarem.
« Ostatnia zmiana: 25 Listopada 2015, 18:33:35 czas Polski wysłana przez seb »