Hmmmm

ale mi się wątek rozwinął....
czuje się trochę wywołany do tablicy, pora się wytłumaczyć z intencji.
Otóż tego no. 5 chciałem szlifować bo wielu doświadczonych kolegów tak radzi, chodziło raczej o to żeby oszczędzić sobie żmudnej roboty na papierach. Tolerancja 0,02 to miał być bonus, a nie cel.
Ponieważ to jest mój pierwszy tak zaawansowany strug (dotąd tylko drewniaki), żywiłem nadzieje że po takim szlifie będzie się nadawał do przygotowania klejonki i ostatecznego strugania blatów, bo szybko na strug płaszczyznowy stać mnie pewnie nie będzie.
Nada się?
Co do zdania kolegi Łukasza, cóż zdaje sobie sprawę że 0,02 mm to mi na nic, oko ma 10x mniejszą rozdzielczość. Nawiasem mówiąc, teraz zajmuje się powojenną komodą dębową gdzie wysokości półek się różnią o 5 mm, szerokości listew o 1 mm itd... i jakoś tego nie widać.
Mój dziadek był przedwojennym mistrzem stolarskim, de facto prawował do 84 roku życia, ojciec też się cały czas zajmuje stolarką. Jak dziadek jeszcze żył (był z 1900 r.) często w domu słyszałem jak ojciec mawiał z przekorą do dziadka:
" hebluj, synu hebluj - ojciec przyjdzie siekierką poprawi"
to tyle a propos wymaganej dokładności strugania

A propos WD i mydła. Pracowałem teraz trochę na stolarni i ropa lała się po blatach ze spryskiwacza często i jakoś nie było problemów z lakierami i bejcą.
Za to z mydłem nie wolno przesadzać. Ojciec robił mi niemal 3 m półkę (taka rustykalną ) z niebarwionej sosny. Podzielona na 3, w każdej części 3 półki nad sobą plecy z klepki, środkowa część zamknięta drzwiczkami z filonkami, wszystko z deski 32 mm- słowem mnóstwo dokładnego zacinania, wycinania pasowania etc bo pozostaje w kolorze naturalnym. Tak pod zakończenie tej roboty poszedł do pracy, a dziadek jak to zobaczył , to mu te półkę dokończył. A że miał już koło 80 lat - ręka i oczy już nie te co kiedyś - to gdzie się nie udało dokładnie zaciąć to w szpary napchał szarego mydła bo mu dobrze pod kolor pasowało. Ojciec jak to zobaczył..., cóż potem się z tego śmiał, ale potem - jak już zapomniał ile czasu to mydło wydłubywał i jak ani klej ani lakier się tego nie chciał złapać. Tak że mydło dobre - dziadek w końcu na stolarce się znał

- byłe z umiarem.