Na wiosnę planuję ruszyć z samodzielną budową domku letniskowego (nic wielkiego, domek na zgłoszenie, czyli poniżej 35m2 z użytkowym poddaszem, w konstrukcji szkieletowej) i powoli kompletuję niezbędne narzędzia, jednym z nich będzie ręczna pilarka tarczowa. Działka znajduje się na kompletnym odludziu, na razie nie ma i w najblizszym czaise nie będzie na niej dostępu do prądu, więc w grę wchodzą 2 opcje:
-zakup normalnej pilarki sieciowej i agregatu prądotwórczego
-zakup pilarki akumulatorowej
Do cięcia będzie sporo belek głównie 45x145 ale będą też i grubsze na strop i podłogę czy krokwie (pewnie 50x180 lub coś podobnego) i cieńsze (45x90), oprócz tego płyta MDF od 12 do 22mm i deska elewacyjna. W związku z tym pytanie czy poradzi sobie z tym pilarka akumulatorowa, czy jedyne rozsądne wyjście to agregat i pilarka sieciowa? Ponieważ posiadam wkrętarę DeWalta z akumulatorami 18V 5 Ah, więc rozważam sprzęt akumulatorowy DeWalta który mógłbym nimi zasilić, konkretnie model DCS 391 w wersji bez akumulatorów(na wyższe modele raczej mnie nie stać). Moje wątpliwości budzi moc tej pilarki (460W) i czas pracy na akumulatorach - niby 5Ah to nie mało, ale pilarka to jednak nie wkrętarka... Czy do takiego zastosowania jak napisałem ten sprzęt się nada, czy szkoda kasy i nerwów? Nie ukrywam, że bardzo kusi mnie opcja z akumulatorami, budować będę sam i u siebie a nie na akord z goniącymi terminami więc niby nie będzie trzeba ciąć dzień w dzień wielkich ilości drewna, ale jak mam kończyć pracę po przycięciu kilku belek czy płyt to nie ma to chyba sensu... Stąd pytanie do Was, czyli do praktyków - czy akumulatorówka się sprawdzi, czy szkoda kasy i nerwów?