Witam serdecznie!
Robiąc porządek ze zdjęciami, znalazłem kilka zdjęć z budowy wiaty na moim RODosie. Cała budowa miała miejsce w 2016 r., więc wątek z realizacji ze znacznym opóźnieniem, ale wtedy to mnie nawet na forum nie było.
Założenie było następujące – RODos, ze starą altanką (jest chyba tak stara jak same ogródki, czyli ok 40 lat). Altanka wystarcza do trzymania narzędzi i innych sprzętów, mieszkamy dziesięć minut spacerem od działek, więc nie jest priorytetem – za dwa-trzy lata planujemy budowę nowej. Dużo bardziej przydałoby się miejsce do siedzenia – osłonięte od słońca i deszczu. Poczytałem trochę (książka „Konstrukcje drewniane w budownictwie tradycyjnym”), kilka filmów i sporo wieczorów z linijką i blokiem rysunkowym: zrodził się konkretny pomysł.

Sześć słupów, wymiary 3x4 m, dwuspadowy dach. Klasyka. Ale chciałem trochę trudniej – oprócz solidności ma być też ładnie (subiektywnie – dla mnie). Więc jak najwięcej drewna i bez widocznych połączeń stalowych. Całość robiłem z ojcem i częściowo z bratem (przy największych elementach i stawianiu konstrukcji). Największą trudnością były ograniczenia sprzętowe. Teraz dużo więcej narzędzi niż wówczas, wiedza i doświadczenia też inne – obecnie pewnie inaczej bym zrobił, ale wtedy były to dla mnie najlepsze rozwiązania i jestem bardzo zadowolony z tego, co udało nam się osiągnąć. Dysponowaliśmy wyłącznie narzędziami ręcznymi – piła japońska, zwykłe piły, dłuta, młotki itd. Z elektrycznych, to tylko wyrzynarka Bosch (z możliwością cięcia drewna 14 cm), ręczny strug elektryczny i wiertarki.
Zaczęliśmy od wylania fundamentów – 90 cm wgłąb, bez szalunku wewnętrznego. Kotwy w kształcie odwróconej litery T (żeby było niewidocznie). Podstawy kotw (ten gruby pręt, na którym to stoi) był dosyć krótki (ok. 30 cm), więc jest skręcony z prętami zbrojeniowymi wewnątrz betonu. Kotwy poziomowane poziomicą, żeby były na równej wysokości.

Potem przyjechało drewno: cały szkielet miał być 14x14 cm, a konstrukcja dachy 7x14 cm. Niestrugane, więc trzeba było strugać ręcznie – Bosch o szerokości strugania 82 mm świetnie dawał sobie radę.


Równocześnie były przygotowywane elementy konstrukcji. Każdy element był rozrysowany, więc po wymierzeniu i trasowaniu, następowało rozcinanie i przygotowywanie miejsc połączeń. Wyrzynarka grzała się przy cięciu (upał nie ułatwiał). Poza tym, koniec brzeszczotu potrafił uciec w bok (odchylić się) – zwłaszcza przy cięciu pod kątem do włókien drewna. Wzdłuż to w ogóle ledwo zipała. Więc właściwie używaliśmy ją tylko do cięcia w poprzek, czyli na długość. Reszta – japońska dwustronna dawała radę wzdłuż, w poprzek i pod kątem. Genialny sprzęt. Gniazda po czopy wiercone wiertarką i obrabiane dłutami.



Po przygotowaniu wszystkich elementów konstrukcji przyszła pora na zabezpieczenie Bondex WoodPrezerwer.




Składanie było przyjemną czynnością – od razu widoczne efekty. Osadzenie na słupach – odwrócona litera T, nacięcie i cztery śruby zamkowe. Potem wyciąłem wąskie paski drewna i wkleiłem, żeby zasłonić z boku ślad nacięcia – po pomalowaniu prawie w ogóle niewidoczne.

Na słupy „murłaty” (na czopy) i trzy belki składające w całość. Murłaty składane dwóch elementów, zacięte tak, żeby łączenie wychodziło nad słupem i „spięte” kołkiem. Kołki (wykorzystane również przy mieczach) zamówiłem na OLX – dębowe, nie okrągłe, tylko 8-ścienne, rozszerzające się. Wierciłem otwory świdrem i wklejałem je wodoodpornym Titebond III. Na tym etapie konstrukcja była dość chwiejna.

Ale po to były miecze - musiałem je w większość „wciskać” na siłę. Przynajmniej na początku, bo im ich było więcej, tym bardziej konstrukcja odzyskiwała kąty proste i nabierała solidności. Miecze trzymały się same z siebie, ale dodatkowo każdy dostał kołkiem. Po zamocowaniu mieczy, szkielet był już bardzo stabilny.





Przy dachu wykorzystałem wkręty konstrukcyjne SPAX.


Pełne deskowanie z deski podłogowej z pióro-wpustem, bo zależało mi na wyglądzie od spodu (siedząc nie chciałem patrzeć na OSB nad głową. Deski kręcone na tarasowe SPAXy. Papa, gont, obróbki blacharskie z uszczelniaczem dekarskim i rynny.


Malowanie – Sadolin impregnat powłokotwórczy (dwie warstwy).

Wiata świetnie się sprawuje, myślę nad jakąś podłogą – pierwsze pomysły były na drewniany bruk dębowy (kostki na sztorc, wielokrotność wymiaru 6 cm – wychodzi fajna mozaika). Ale teraz zastanawiam się nad deskami. W każdym bądź razie drewno, żeby młodym było przyjemnie posiedzieć na podłodze.
Przy imprezie mieści się pod dachem 14 osób (max). Przy deszczu było nas 9 i bez problemu. Myślę jeszcze nad jakimiś płótnami żaglowymi, żeby sobie przywiązywać ściany w razie potrzeby.
Oprócz obsługi imprez wiata służy mi także za warsztat. Robiłem tam meble dla PoTomka, teraz jestem w trakcie robienia stołu (taki materiał na blat, ale będzie osobny wątek z realizacji).


Na razie daję te zdjęcia, które mam, w weekend jak pogoda i oświetlenie pozwoli mogę dorobić jakieś detale i zbliżenia.
Jak już wspomniałem na wstępie, dużo się przy tej budowie nauczyłem. I chociaż teraz mam nowe narzędzia (jakby nam najprostsza pilarka życie ułatwiła!), to konstrukcja wydaje mi się dobra. Narzędzia ułatwiłyby jednak budowę i zwiększyły precyzję. Ale satysfakcja z własnej wiaty – bezcenna!