Wstęp.
Otóż, niedawno zepsuł mi się młot Parkside z wiadomego sklepu. Poszła przekładnia. Młot kosztował 399 zł, oddałem go do sklepu na gwarancję. Pani zapytała, czy chcę reklamować, czy zwrot pieniędzy. Poprosiłem o kasę. Pani przyjęła sprzęt, nawet nie zaglądając do środka. Tak na prawdę mogłem mieć tam wrzucone 3 kg piasku i też by było dobrze.
I teraz pytanie.
W jaki sposób takie wielkie przedsiębiorstwa zarabiają na takich sprzedażach?
Ich marża jest na tyle duża, że jedną transakcją odbijają sobie kilka innych, które zostają anulowane? Bo podejrzewam, że nie jestem jedyną osobą zwracającą sprzęt. Zwłaszcza, że 3 lata gwarancji to sporo czasu.
Do tego dochodzi to kombinowanie z pojawiającym się cyklicznie podobnym sprzętem. Ale o tym to już oficjalnie mówić nie wolno. :>
Zastanawia mnie to w sumie odkąd zacząłem kupować. Znaczy się, od zawsze?