Jako uczeń chciałbym wiedzieć, co się będzie działo z przedmiotem, który wykonuję. Rozumiem, że istnieje praca, za którą nie dostaje się wynagrodzenia. Jak pisze akwa-stolarz, że na biurku, który wykonywali uczniowie była tabliczka znamionowa wykonawcy. Chodzi o identyfikację z pracą, motywację i satysfakcję. Inaczej pracuje niewolnik, a inaczej człowiek wolny.
Mam trochę mniejszą motywację do starania się wykonać jak najlepiej dany przedmiot, gdy potem nauczyciel go bierze i chowa w jakimś magazynie. Na przedmiocie wypalam tylko literki CKP. Jak mówię, nie jestem niewolnikiem, ani więźniem. Zapisałem się kurs, żeby nauczyć się obróbki drewna.
Jeśli nie jest to zrozumiałe, to trudno. "Kto ma uszy, niechaj słucha"

Co innego praktykant, pracuje w jakimś zakładzie pracy i widzi, że jego wyroby idą do klienta, albo są sprzedawane, ma to sens. Ja jestem w szkole, która chyba nie prowadzi działalności zarobkowej. Obawiam się, czy nie pracuję dla jakiejś lewej organizacji dyrektorsko-nauczycielskiej. Zanim napiszę list do dyrekcji ze swoimi przemyśleniami, chciałem wpierw skonsultować się na forum z ludźmi, którzy uczestniczyli w edukacji zawodowej.
Oczywiście edukacja w CKP jest finansowana przez województwo, nie płacę za to, więc powinieniem się cieszyć i cicho siedzieć. Jednak takie "przekręty socjalistyczne" mnie lekko irytują. Jak mówię, jeśli te wyroby miałyby zostawać w szkole, to powinna być oficjalna informacja, co się z nimi dzieje, czy są sprzedawane, czy dyrektor rozdaje kolesiom, itd.