No tak. Najlepiej nie interesować się, wychodząć z egoistycznego podejścia do życią że liczę się tylko "Ja".
To odrobinę "nie tak"
Użyłem skrótu myślowego i muszę (chcę) wyjaśnić.
Mało kto, przynajmniej z moich Znajomych (w Kraju i zagranica) jest tak zainteresowany "polityka" jak ja.
Chyba... najdłużej z uczestników tego forum, przebywam po za granicami Kraju. Nie chciałem (i nigdy się nie wybierałem) by "emigrować" - to nie dla mnie!, ale.....
Mam pewnego rodzaju "kompleks": ja z innej Polski wyjechałem (1978 r.!) i inaczej jak moi Przyjaciele, koledzy, Znajomi czy spora część rodziny, nie przeżyłem (w Kraju) czasu strajków, początków Solidarności, totalnego kryzysu (ekonomicznego) i początków stanu wojennego.
OK. mnie się może nie przelewało - pracowałem i studiowałem jednocześnie bo polski dyplom kierunku studiów które ukończyłem nie dawał mi żadnych (zawodowych) możliwości, ale nie brakowało mi (porównawczo NIC.
Jak w Kraju był tylko "ocet i musztarda" to ja miałem, w zasięgu reki, sklepy jak teraz (w Polsce), miałem ochotę wyskoczyć do Mediolanu, Paryża czy Londynu, nawet na weekend - granice stały otworem.....
Jak przyjechałem, pierwszy raz do Polski (1983 r.) to był dla mnie "szok"........ (zostawmy to......).
Mieszkam w Kraju o ugruntowanym porządku demokratycznym i od kilkudziesięciu lat, na własnej skórze, odczuwam NORMALNA "codzienność" (prace Urzędów, przyjazne prawo, uśmiechnięci i pozdrawiający się ludzie/sąsiedzi na ulicy itp. ).
W Polsce tez jest DEMOKRACJA i wybrani przez Naród - politycy, ale jest "maleńką różnicą" (od poznanej NORMALNOŚCI): w Polsce POLITYKA nie żyje organizowaniem (poprawianiem) kłopotów i problemów Rodaków - NIE bo najważniejsze to są rocznice od 250 lat PRZEGRYWANYCH powstań (od Listopadowego po Warszawskie), jakieś mrzonki o NIGDY nie istniejącej "potędze", pier..... o "przedmurzu chrześcijaństwa" itp. itd,
Jak "POLITYK" ma ca 70 lat, albo nosi "moherowy beret" to nie jest ważny problem ludzi młodych którzy np. nie mogą mieć dzieci (np.: in Vitro) czy "kłopot" zgwałconej młodej dziewczyny (na prowincjonalnej wsi) która jest w niechcianej ciąży, czy problem młodych którzy nie maja szans na tak "wykreowanym" (przez politykę!) rynku pracy, po ukończeniu "studiów" których dyplom nie jest wart (na zawodowym rynku) papieru na którym jest wydrukowany! (absolwenci większości prywatnych, pożal się boże "uczelni" he, he "Wyższych").
Polska polityka to: sam nie mogę (czy mnie nie dotyczy, bo mam ca. 70 lat!) to ZABRONIĆ i innym: młodym, czy tym którzy §cach" (muszą, powinni itd.).
Do "koryta" się dorwać (nie ważne z jakiej opcji czy partii) i ew.: urządzić "szwagrów"! a reszcie: ZABRONIĆ, ZAKAZAĆ, NIE ułatwić i (bron boże): NIE popuścić bo to tylko "zgnilizna (moralna) jakieś "pedały, lesby i... tfuj! - gender!
- SKARANIE BOSKIE!.....
no to ja TAKA "politykę" mam GDZIEŚ a nawet w d.....
Owszem, uczestniczę we wszystkich Wyborach (jak tylko mogę) i..... robią mnie "w konia" nawet Ci którzy maja (oszukańczy), najbardziej mi odpowiadający "program wyborczy" z którego nie realizują NIC!
Mam wybierać ich "konkurencje" która (w zapowiedziach) rozdaje "gruszki na wierzbie" byle się dorwać "do koryta" i m.in. mnie "utrudnić, ZAKAZAĆ, "przyłożyć" czy "zmusić" ?
No to... już mnie na to "stać" (w sensie: ja NIC nie chce; ani świadczeń, ani"łaski", ani tej "wspanialej" opieki medycznej, ani .... NICZEGO ) - chce SPOKOJU.
Jak będę w "potrzebie" (czy moja najbliższą rodzina) - damy sobie rade - spoko.
Niech mnie (polska) POLITYKA nie "uszczęśliwia" nie "pomaga" i NIC "nie ułatwia" - dam sobie rade SAM (tak jak do tej pory).
pozdr.,-