Dziękuję za wszystkie rady.
Dzisiaj trochę postrugałem i pociąłem i doszedłem do własnych wniosków.
A oto one...

Jeśli deska jest względnie nieduża (tutaj trzeba brać pod uwagę zasięg ramion i posiadane strugi) to lepiej najpierw równać i potem ciąć. Jeśli zbyt duża do komfortowego strugania posiadanym strugiem, najpierw ciąć i potem równać kawałki.
Ameryki nie odkryłem:)
Ale zanim zadałem pytanie poważnie uważałem to za istotny dylemat.
Od razu może wyjaśnię dlaczego.
Wyrównanie całej deski nawet względnie niedużej, metr z kawałkiem, stanowiło spory problem.
Niby miękka sosna, ale strug bez przerwy rwał, zacinał się na materiale itp. Ostrzyłem na żyletkę, stopa wyszlifowana, a ja musiałem się i tak nieźle namachać, żeby zrobić co zamierzałem. Realnie się zmęczyłem. Myślałem, że jak z każdą deską tak się będę musiał namachać to organizm wysiądzie i z mojego nowego hobby nici. Nie wiedziałem w czym problem. I okazało się, że w "strugnicy". Mój naprędce sklecony stolik jest lekki i niezbyt stabilny i się chybotał przy struganiu. Wtedy strug się zacinał przy pracy. Udało mi się unieruchomić stolik i normalnie inna bajka.
Każdego dnia człowiek uczy się czegoś nowego:)