Kazimierz Dolny, to zabawa na jeden dzień.
Wąwóz wspominam niezbyt sympatycznie. Zrobiłem go w kilkanaście minut, bo trafiłem na rok z plagą komarów.
Oprócz wspomnianych ruin same pierogarnie, galerie pierogów, kiermasze pierogów.
A propos.
Będąc w pierogarni zrobionej z dawnego kurnika (dosłownie!), przyszło 3 informatyków - akurat był jakiś ogólnopolski zlot.
Jeden wziął ruskie, drugi z mięsem, a trzeci pyta: z czym są pierogi nałęczowskie?
Odpowiedź: z mięsem.
Informatyk: to jaka jest różnica między pierogami z mięsem a nałęczowskimi?
Odp.: w zasadzie żadna.
Gwoli ścisłości dodam, że nałęczowskie były o 3 zł droższe od tych z mięsem.
Więc takie mam wspomnienia.
Za to w niedalekim Nałęczowie spędziłem dwa tygodnie i wszystkich atrakcji nie zobaczyłem.
Tam to są dopiero wąwozy!!!
W okolicach Nałęczowa czas się zatrzymał. Niejednokrotnie widziałem gospodarstwa, gdzie świnie biegały luzem po obejściu.
Ludzie baaaaaardzo życzliwi. Nawet o wodę nie trzeba było prosić. Jak widzieli zdrożonego piechura, sami pytali, czy wody nie trzeba.
Będąc tam w 2010 r., zwolniłem tempa i tak mi zostało.
Zero pośpiechu i gonitwy za tym, żeby mieć.
Być! To jest najważniejsze.
Na koniec.....
Kocham Karkonosze!!!