Ojej. Gdybym liczyła wbite ropiejące drzazgi, porżnięte piłami łapki i siniaki to pewnie popadłabym albo w rezygnację albo w samoczachwyt ;-) (to a'propos posta inicjującego).
Mnie na szczęście dobrze nauczyciele pilnują i maszyna jeszcze mnie nie skaleczyła, ale mam świadomość, że to stałe zagrożenie. Najbliżej pozbycia się opuszek byłam w sobotę - przesunęłam rękę za blisko wału równiarki. Szczęśliwie nie AŻ TAK blisko. Ale wyciągnęłam taki wniosek, że najbardziej niebezpieczna sytuacja jest wtedy, kiedy maszyna chodzi a my nie prowadzimy materiału, tylko na przykład komuś coś pokazujemy - wtedy tracimy czujność i łatwiej o wypadek. Nie wiem co o tym sądzicie?