Wreszcie jest! Można już siedzieć

A więc zaimpregnowałem ją trzy razy Protektorem firmy Primacol, a potem trzy razy lakierobejcą Altax w odcieniu dęba. Na początku była... katastrofa. Pomalowałem pierwszy raz protektorem, drugi, trzeci i ten diabelski impregnat zepsuł mi ławkę

Było widać każde wgniecenie, każdą ryskę jako ciemniejsze miejsce. Okolice sęków wyglądały okropnie. W miejscach gdzie drewno było idealne to było dobrze. A więc papier ścierny w dłoń i... (cóż, powinienem dać tutaj więcej kropeczek). Wszystkie miejsca zabrudzone protektorem przetarłem tak aby wyglądało to tak jak należy. Oparcie musiałem niestety przecierać prawie całe dlatego jest jaśniejsze niż reszta ławki. Potem lakierobejca. I wtedy ławka się naprawiła. I to tyle. Realizację uważam za udaną, wiele się przy niej nauczyłem i dała mi sporo radości (oraz zachętę do pracy narzędziami ręcznymi oraz zacinania i dłutowania tych małych, niewidocznych bohaterów całości). Najważniejsze co się nauczyłem przy tej realizacji :
- Protektor i inne ,,świństwa" co zabiją wszystko co tylko ośmieli się na nie i wgłąb nich wejść są dobre, ale do dachu stodoły itp. Żeby Was nigdy nie podkusiło żeby takiego użyć do jakiegoś mebelka ( bo tanie, bo skuteczne...)
- Wszystkie wczepy, złącza stolarskie to ,,dusza" realizacji. Są one eleganckie, mocne, rozsądne - chociaż czasochłonne to opłaca się je wykonywać.
Wygodna wyszła. Kąt oparcia to chyba 97-98 stopni. Nie siedzi się na niej na sztorc ani nie zjeżdża jak na starych ławach kościelnych. Szkoda, że miałem na nią mało czasu i mi się realizacja rozstrzeliła na trochę długi okres czasu. No i zwieńczeniem był uśmiech dziadka i babci gdy ją zobaczyli, dla których głównie zrobiłem tę ławkę.
Oto zdjęcia
http://imgur.com/a/zaEaB i poproszę o konstruktywną krytykę co by się czegoś więcej nauczyć.
