A przystawka do kombajnu
to jak wygląda
Coś takiego jak tutaj:
http://agdczesci.bazarek.pl/opis/2736198/mlynek-zarnowy-przystawka-maszynek-do-miesa-firmy-zelmer.htmlZiarno faktycznie w wiejskich warunkach od znajomej teściowej :-)
Przepis właściwie już był wyżej.
0. Zmielić ziarna wedle uznania, tak z pół wspomnianej poniżej miski.
1. Miska z tworzywa sztucznego o średnicy około 35 cm: 1 szt.
2. Pół kostki drożdży: rozdrobnić do miski
3. Cukier/fruktoza: 2 łyżeczki, wsypać i wymieszać z drożdżami. Można rozgnieść w celu przyspieszenia przejścia w stan płynny.
4. Zasypać przemieloną mąką. Można dodać w celu uzyskania lepszej lepkości szklankę kupnej "razowej".
5. Dosypać dodatków: otręb pszennych prażonych wedle uznania (1 szklankę), ziarna słonecznika, płatków owsianych (pół szklanki)
6. Posolić: łyżka stołowa
7. Dolać oleju kujawskiego lub oliwy z oliwek (pół szklanki)
8. Wymieszać: ręce sztuk dwie, jedna do trzymania miski, druga miesza ("mięsi" ciasto), żeby wybrać drożdże z dna miski
9. Zalać wodą kranową (1 szklanka półlitrowa do "chlebka w płynie" nadaje się idealnie) i mieszać, dolewając wedle potrzeby wody i dodając ew. mąki "razowej" do uzyskania konsystencji ciasta drożdżowego (lekko lejące się, ale spójne ciasto, po podniesieniu większej ilości powinno się raczej odrywać spływając niż spływać - taka stygnąca lawa :-) )
10. Wyjąć łapki z ciasta i oskrobać teflonową łopatką z materiału (tylko nie tą samą co do rozprowadzania kleju w stolarni ;-) )
11. Dwie szkoły:
- zostawić w cieple w przykrytej materiałem lnianym misce do wyrośnięcia
- nie czekać wyrośnie w piekarniku
Ja stosuję szkołę "nie czekać"
12. Zwilżyć dłonie wodą (ułatwia formowanie i odpadanie ciasta), wbić paluchy otwartą dłonią w ciasto ciosem karate i wyjąć porcję ciasta, lekko obtoczyć w dłoniach kulkę, spłaszczyć do postaci bułki i położyć na metalową tacę przykrytą papierem do pieczenia lub lepiej matą silikonową do pieczenia. I tak 9 do 12 razy lub wyczerpania miejsca na tacy.
13. Tutaj będzie widać czy ciasto było za rzadkie (najczęściej na kupnej "razowej") - bułki mogą lekko się rozlać na boki (nie mylić z wyrośnięciem ciasta), czy też takie jak powinno być - utrzymujące nadaną formę. Rozlane też się da upiec, ale to będą bardziej placuszki (skądinąd też smaczne), a nie bułki.
14. Wsadzić do piekarnika z termoobiegiem i uchyloną klapą do wyrośnięcia: 120 st. C, 15 - 20 min
15. Wyrośnięte (powinny ładnie "spuchnąć") bułki pieczemy w zamkniętym piekarniku z termoobiegiem w temp. 220 - 250 st. C do lekkiego zbrązowienia skórki (surowe ciasto ma kolor błota), zależy od piekarnika 20 - 40 min, czasami dłużej gdy np jest "słaby prąd" wynikający np. z pracującej po sąsiedzku stolarni ;-) .
16. Upieczone bułki wychładzamy powoli po wyłączeniu piekarnika i termoobiegu, uchyleniem drzwiczek piekarnika.
17. Wskazane jest po lekkim wystudzeniu obrócenie bułek w celu odparowania wody.
Smacznego.
Żeby nie było, że nie na temat na forum DiD:
Bułka jest dobrze wypieczona (nie pozostaje w środku surowe sparzone ciasto - nie jemy tego bo brzuszek boli) gdy pukając w wypieczoną (twardawą) dolną płaską część słyszymy odgłos jaki wydaje niedosuszona deseczka sosnowa (dźwięk "oddaje").