witajcie po urlopie
Pewnego razu Jaś chciał zostać cyrkowcem. Jego mama zapisała go nawet na zajęcia cyrkowe. Uczyli się tam jeździć na jednokołowych motocyklach, wykonywać bajeczne sztuczki czy tresować niebezpieczne zwierzęta. Pewnego razu Jaś po zajęciach mówi swojej mamie:
- Mamo, dziś na lekcji połykaliśmy miecze! - mówi podekscytowany chłopiec.
- Boże święty, Jasiu, chyba muszę wypisać cię z tych zajęć! To zbyt niebezpieczne! - mówi przerażona matka Jasia.
Zmartwiony Jaś pyta swojego taty:
- Tato, dlaczego mama nie chce mi pozwolić połykać miecze? Przecież pan, który uczy nas sztuczek cyrkowych, mówi, że to całkowicie bezpieczne! - mówi oburzony chłopiec.
- No bo wiesz synu, mama jest taka sceptyczna, bo sama nie chciała połykać mieczy po zaręczynach...
Siedzi facet przy barze nad kieliszkiem whisky i zawodzi:
-Tego się nie da wytłumaczyć. Oj, nie da się tego wytłumaczyć.
Barman ciekawy o co chodzi próbuje dociekać:
- Panie, powiedz pan, może jakoś razem wytłumaczymy.
- Nie, nie próbuj pan, tego się po prostu nie da wytłumaczyć.
- Ale opowiedz chociaż!
- Dobra. Więc tak. Jestem rolnikiem i dwa dni temu poszedłem do obory wydoić krowę. Zacząłem doić, a tu nagle coś mnie kopnęło. Więc wziąłem kawałek sznurka i przywiązałem krowie obie tylne nogi do palików. Ale za parę minut znowu mnie coś kopnęło, więc przywiązałem do palików również przednie nogi krowie. Myśli pan, że to coś dało? Gdzie tam, za chwilę znów mnie coś chlasnęło - myślę - ogon. Więc dobra. A że nie było już palików - pomyślałem, że przywiąże ogon do belki przy stropie. Sznurka również już nie było, więc zdjąłem ze spodni pasek. Stanąłem na stołku, uniosłem krowie ogon do belki pod sufitem, podniosłem pasek i w tym momencie spadły mi spodnie. I do obory weszła żona. I tego się nie da wytłumaczyć.
Złodziej włamał się do cudzego domu i szpera w poszukiwaniu łupu. Nagle odzywa się głos
-Jezus cię widzi...
Złodziej zbladł choć nie widział w ciemnościach kto mówi. - Przecież dom miał być pusty do końca tygodnia - pomyślał sobie. - Jezus cię widzi... - odzywa się znowu. Złodziej zaświecił w końcu latarką w kierunku głosu. Na drążku siedziała papuga. Odetchnął z ulgą.
-cześć, jestem maria.- powiedziała papuga.
-Maria? To to głupie imię dla ptaka... -zaśmiał się złodziej
-Może i tak ale jeszcze głupsze jest dać imię Jezus dla dobermana