Byłem w UK w 2006 - wziąłem dziekankę na rok i koleżanka załatwiała wyjazdy dla studentów. Byłem na farmie gdzie się zbierało pomidory w szklarniach. Jako że akordowcem jestem słabym to się zarabiało najniższą godzinówkę czyli wtedy chyba 5,50 funta. Chyba przez 6 miesięcy wyrobiłem raz coś więcej, ale przynajmniej nigdy nie dostałem zrypki że zostawiam pomidory, albo zrywam jak leci. Ogólnie byłem średnio zadowolony. No ale był jeden Polak który jako pierwszy w firmie siadł na wózek widłowy - Anglicy byli nim zachwyceni, bo jak trzeba było zostać czy robić nadgodziny w sobotę to nie było problemu. Anglik choćby miał paletę fruktów na wózku - 15.00 i dyla do chałupy.
No i wróciłem na urlop do kraju, zrobiłem uprawienia i po powrocie pokazałem kwity. Po tygodniu siedziałem już na wózku, ze stawką ok 8 (coś koło tego, nie pamiętam dokładnie) funtów bez żadnego akordu. Szło się w sobotę na 6 godzin i już płatne jako over time

Żadnego akordu, trzeba było frukty zważyć, ofoliować, wprowadzić do kompa itp - praca fizyczno/lekko umysłowa. Zarabiałem jakiś 300-350 funtów na tydzień - wszytko poza sezonem, gdzie praktycznie nie było nadgodzin. W sezonie pracy było na cały tydzień, kasa niezła. Miałem auto na LPG, ale nie chciało mi się nawet jeździć ekstra 15 km po lpg bo koszty paliwa w przeliczeniu na zarobki były bardzo niskie.
Były mikołajki i .... baba wjechała mi w dupę mojego forda mondeo którego kupiłem w PL jak byłem na urlopie. No i zaczęły się jaja, bo babka zeznała u swojego ubezpieczyciela że to była ... czołówka z mojej winy. Myślałem że walnę ze padnę na zawał jak się o tym dowiedziałem. No ale tak jest w UK - każdy ma przy OC ochronę prawnika swojej ubezpieczalni, może zeznać co chcą bo to prawnicy się boksują. Policja miała jedynie odnotowane że była kolizja, wszyscy cali, trzeźwi i tyle - żadnego orzeczenia o sprawcy. No i wtedy się wkurzyłem - sobie myślę co za porąbany kraj .... i na święta wróciłem do PL. A miałem gwarancję roboty i załatwiłem u Anglika z pracy że będę u niego mieszkał - facet mieszkał sam w domu, tak gdzieś wtedy ok 55 lat ale baaaaaardzo kontaktowy, na serio dało się z nim zakumplować. Pomógł mi bardzo dużo po tej kolizji żeby jakoś coś wskórać, pisał mi pisma po angielsku. No ale kurde wróciłem - był jeszcze rok studiów, wtedy jeszcze wojsko straszyło.... Oczywiście sprawa kolizji się zakończyła po kilku pismach już z PL, ale jak to w PL - firma przez którą się załatwia te sprawy musiała nabruździć deko. Oczywiście moje ubezpieczenie miało mnie w poważaniu - radź sobie sam, jak będzie twoja wina to zapłacimy.
Do czego zmierzam .... Byłem zwykłym robolem na wózku widłowym a mogłem sobie żyć bez stresu, opłaty zrobić, auto zatankować i jeszcze oszczędzić. Kuzynka z mężem siedzą w UK od dwóch lat, w PL prace mięli całkiem dobre, dom wykończyli. Ale deweloper u którego pracowała upadł - głośna sprawa budowa osiedla pod Niepołomicami pod Krakowem. Do dziś pensji wypłaconej całej nie ma pomimo wygranej w sądzie. Mąż jej miał działalność - wszytko dobrze było jak klient faktury płacił. Zaczęło się rypać jak faktura wystawiona - VAT MUSISZ ZAPŁACIĆ - a kupujący nie płaci. Zaczęły się nerwy itp - koleś 33 lata i stan przed zawałowy
Zrobił prawko na tiry - pojeździł w PL firmie rok - patologia, szkoda pisać. Ale w sumie jak to w PL w transporcie. Po roku pojechał na chybił/trafił na miesiąc do UK - jeździ na tir, wszytko na legalu, żadnego kantowania na czasie pracy itp. Dom w PL sprzedany, żona nie pracuje siedzi w dwójką dzieciaków (nie biorą socjalu) i w lipcu odbierają klucze do nowego domu, przedszkole ok 100 m od domu. Czy żałują - tak, tego że nie wyjechali kilka lat wcześniej. On jeździ na tirze i potrafi utrzymać 4 osoby, potrafią odłożyć tygodniówkę i zapłacić za wynajem domku, a po odebraniu mieszkania na to samo wyjdzie im spłacać raty. Nikt go w robocie nie gania, nie drze japy, nie rypie go na czasie pracy itp. Roboty od groma, nie w tej firmie to w innej. Leki dla dzieci - ryczałt, w ciąży chyba za friko. W PL po urodzeniu synka na jego szczepienie poszło chyba 2300 PLN. VAT na art dziecięce w PL 23% w UK 0%
W UK zwykła praca, czyli kierowca TIR, wózkowy - pozwala na normalne, bezstresowe życie. Potrafią docenić robotę, że jesteś pracowity, chcesz robić to zarabiasz. W PL jak się wykażesz to masz tylko tyle, że zaraz będziesz miał "awans" - ale nie zarobkowy, ale obowiązków. Biedy w PL nie klepię, ale co z tego jak trzeba robić na 2 etaty? Wracam z etatu o 15.30 i od razu jadę na godzinę czy dwie do drugiej fuchy. Jak nie w tygodniu to idę w niedzielę, żeby cokolwiek podłubać w warsztacie.
I jest kampania ..... Wódź mówi, że chce lepiej dla młodych ludzi ..... a później czytasz w gazecie, że 24-letnia narzeczona marszałka z PSL po miesiącu pracy została prezesem i ma ok 7000 na miesiąc. Jeszcze pół biedy jak się mieszka w dużym mieście - rynek pracy większy. Ale w PL powiatowej to jest tragedia - najniższa krajowa, no tyle że umowę dają.
Że jest lepiej niż w PRL - sory, mam to w poważaniu. Byłem za granicą i wiem jak świat wygląda. To że da się przeżyć to nie te czasy. To nie wiek XIX że mam całować po stopach władzę, że pozwala mi wyżyć. Że samochodów mamy dużo - jakich się pytam!? Kupujemy to co Niemcowi się nie opłaci naprawiać. Ile osób na forum kupiło nowe auto z salonu? Nie mówię o seiczento czy matizie za 30 000 zł. Pewnie - masz firmę - odliczysz VAT, wrzucisz w koszty - i masz rabat - 40%, zawsze to korzystniej niż osoba fizyczna.
Pitolą w mediach - młodzi zakładać firmy i brać sprawy w swoje ręce! Załóż firmę i konkuruj z takim, co w latach 90 wziął np w ramach "prywatyzacji" dawny SKR - plac ogromny, trelinka, transformator na placu. Kto budował dom to wie ile trzeba dać za papiery na prąd i ile kosztuje przyłącze. A koszt budowy linii do firmy jest kilka razy większy.
A w PL jak ci się noga powinie to co masz? Nie wylądujesz na ulicy może? Jaką masz ochronę finansową na rencie czy emeryturze - żadnej. Na leki ci nie starczy jakby - oczywiście nikomu nie życzę - ktoś zachorował i nie mógł faktycznie pracować.
Na razie nie wyjeżdżam, ale po ostatnich roszadach w pracy coraz bardziej narasta we mnie wkurw ..... frustracja że żyje w tym kraju. Chciałbym wyjechać, być zwykłym robotnikiem ale żeby dzieciak poszedł do angielskiej szkoły, nauczył się języka, poszedł na studia i żeby tam sobie życie ułożył. Rodzina rodziną, ale jak się ma żonę i dzieci to to jest moja rodzina i to o nich się martwię. Rodzice i reszta - raz na kilka miesięcy spotkać się na święta - chyba to najzdrowsze dla wszystkich, bo takie dzień w dzień widywanie to może się czkawką odbić.