15 Czerwca 2026, 07:06:31 czas Polski

Autor Wątek: Jak nie festool to co ?(zagłebiarka)  (Przeczytany 14114 razy)

Offline Nol

Odp: Jak nie festool to co ?(zagłebiarka)
« Odpowiedź #15 dnia: 18 Marca 2016, 10:36:24 czas Polski »
Moim zdaniem akurat sens kupowania zagłębiarki jest tylko wtedy, gdy w ramach produktu dostaje się świetną jakość cięcia. W innym przypadku wydatek nie ma sensu - zgrubne cięcia w materiałach konstrukcyjnych można wykonać pilarką, a jak zagłębiarka ma luzy, słabą szynę lub wyrywa materiał, to po co z nią pracować?

A wyjaśnisz początkującemu, czy jest jakiś patent na cięcia typu otwór pod zlewozmywak w blacie przy użyciu pilarki? Bo tutaj chyba zastosowanie zagłębiarki nie ma alternatyw...
Są jeszcze np. wyrzynarki. Generalnie wyobrażam sobie tańsze alternatywy do zagłębiarki za 1200 zł, która nie daje jakości za taką cenę . Alternatywą z drugiej skali jakości również nie jest wcale Festool.

mily68

  • Gość
Odp: Jak nie festool to co ?(zagłebiarka)
« Odpowiedź #16 dnia: 18 Marca 2016, 23:06:56 czas Polski »
Dlaczego Festool? Nie wiem jak inni ale ja pracuję w systemie. Mam jeden odpinany kabel do wszystkich elektronarzędzi z zasilaniem sieciowym (poza szlifierką taśmową), rura od odkurzacza pasuje do każdego, szyny wykorzystuję i z zagłębiarką i z frezarką (a po zakupie wyrzynarki najprawdopodobniej też czasem i z nią). Wszystkie graty kupiłem używane (ale nie zajechane w trupa) za nieraz mniej niż połowę ceny nowych Makit czy Bosch'ów. Mnie się sprawdza i pasuje taki układ ale zdaję sobie sprawę, że nie każdemu.
Faktycznie, nie wszystko Festool'em stoi dlatego dla równowagi mam wiertarkę stołową Parkside ;D a także strug elektryczny i małą deltę tej samej firmy :)

Offline Nol

Odp: Jak nie festool to co ?(zagłebiarka)
« Odpowiedź #17 dnia: 19 Marca 2016, 07:07:19 czas Polski »
Oczywiście rozumiem zalety rozwiązań systemowych i sam z nich korzystam:-) Pytanie zostało jednak postawione odnośnie zakupu urządzenia do zastosowań amatorskich i przy ograniczonym budżecie Festool może nie być najlepszym wyjściem. Nie biorę pod uwagę cen używek, bo to nie jest obiektywne kryterium porównawcze - cena i jakość nie jest znana/zależy od danej oferty.

Tak naprawdę podobnie jak z lustrzankami cyfrowymi każda powazniwj myslaca o tym hobby osoba wkupuje się w cały system, więc jedno narzędzie może potem determinowac pozostałe. Jeśli jestem amatorem, to raczej szanuje budżet i nie wybieram Festoola znanego z bardzo dużych cen wszystkich narzędzi. Co innego profesjonaliści lub polprofesjonalisci, ale nie o tym jest wątek :-)

mily68

  • Gość
Odp: Jak nie festool to co ?(zagłebiarka)
« Odpowiedź #18 dnia: 19 Marca 2016, 22:08:51 czas Polski »
Każdy wybiera co komu pasuje :)
W kwocie 1200 zł jest naprawdę w czym wybierać.
A co do szanowania budżetu to właśnie dlatego ja jako amator wolę kupić narzędzie profi ale używane (za mniej niż połowę ceny nowego) niż chińskie nowe badziewie.
Nikogo nie mam zamiaru przekonywać ani tym bardziej się spierać. Przedstawiam tylko mój punkt widzenia :)

Offline wojo72

Odp: Jak nie festool to co ?(zagłebiarka)
« Odpowiedź #19 dnia: 20 Marca 2016, 00:02:39 czas Polski »
Na forum określenie "chińskie badziewie" robi wielką karierę, ja bym się tak nie zapędzał bo może kiedyś festool też przeniesie część produkcji do Chin (audi i bmw już tam są) i co wtedy? Notabene dla niektórych koncernów zachodnich Chiny są już za drogie i przenoszą się do tańszych np. nike do Wietnamu a adidas do Birmy.
W przemyśle stosowane jest pojęcie TKW (techniczny koszt wytworzenia), zwykle im produkt wyżej lokowany  w segmencie tym mniejszy udział TKW w cenie produktu końcowego. W festoolu może to być np. 30% ceny końcowej a reszta to koszty know-how, brand, rozbudowana sieć dystrybucji i serwisu, a u chińczyka może to być 50 czy 60%. Pytanie czy amator jako użytkownik chce ponosić  koszty udziału  w rozwoju know-how  niemieckiego producenta którego oferta  i cena skierowana  jest do segmentu profi.
O polityce cenowej festoola może świadczyć fakt, że po przejęciu protoola kiedy zaczęli sprzedawać ich produkty pod swoim brandem ceny automatycznie wzrosły o kilkanaście procent.
Co do jakości produktów to mam małą pilarkę taśmową b&d  (segment low-end) wyprodukowaną na początku lat 90 w Niemczech i w niczym nie jest to produkt lepszy od chińszczyzny, teraz już takich rzeczy się w Europie nie wytwarza bo chińczyk zrobi to taniej i lepiej.

mily68

  • Gość
Odp: Jak nie festool to co ?(zagłebiarka)
« Odpowiedź #20 dnia: 20 Marca 2016, 00:45:01 czas Polski »
Mając na myśli określenie cytowane wyżej chodziło mi o jakość. Chińczycy potrafią zrobić bardzo dobre jakościowo rzeczy - oczywiście w tym wypadku już nie za "miskę ryżu". Najczęściej niska cena wiąże się z niską jakością.
Dla mnie graty dla amatora to takie które nie będą wykorzystywane w trybie pracy ciągłej, mogą nie mieć bajerów poprawiających wygodę itp. Warunek jest tylko jeden - muszą być dokładne. Co mi po pilarce stołowej z krzywym blatem, niestabilną przykładnicą i krzywym wałkiem albo po narzędziu jednorazowym które prawdopodobnie padnie zaraz po gwarancji (oczywiście  w trakcie pracy). Nawet jeśli gwarancja jeszcze obowiązuje to przerywanie roboty i wycieczki do sklepu żeby reklamować (i czekać na rozpatrzenie reklamacji X czasu) nie są dla mnie warte tych zaoszczędzonych pieniędzy.
Zamiast Festool'a można wziąć Makitę, Bosch'a czy DeWalt'a (niestety, używany Mafell to wciąż u nas biały kruk). Można też kupić coś z segmentu low cost i liczyć na szczęście. Wszystko zależy na jakie kompromisy jesteśmy w stanie pójść.
Wady Scheppach'a które dla mnie go dyskfalifikują były już opisywane na forum. Inne "tanie" firmy nie odbiegają od niego na plus.
Wojo tak jak pisałeś może wystarczy porządna ręczna pilarka tarczowa + własnej konstrukcji szyna?

Offline wojo72

Odp: Jak nie festool to co ?(zagłebiarka)
« Odpowiedź #21 dnia: 20 Marca 2016, 01:11:01 czas Polski »
Czasem niska cena wiąże się też z niższymi kosztami, bo Chińczycy często po prostu kopiują rozwiązania opracowane przez europejskie firmy (pamiętam takie czasy gdy na targi w zachodniej Europie nie chcieli wpuszczać ich z aparatami foto bo za rok pojawiały się na rynku skopiowane przez nich produkty). Przykładem może być firma Wolfcraft która jest masowo kopiowana bo opracowuje stosunkowo proste w produkcji rzeczy ale pomysłowo zaprojektowane.   

kwita

  • Gość
Odp: Jak nie festool to co ?(zagłebiarka)
« Odpowiedź #22 dnia: 20 Marca 2016, 09:50:57 czas Polski »
Trochę większe jest ryzyko odbicia pilarki przy zagłębianiu ze względu na inny sposób trzymania
...w tym momencie wyceniłeś według mnie , swoje zdrowie, życie... Jakbym widział kogoś, kto do szlifierki kątowej montuje tarczę do drewna i mówi, potne tylko kilka palet na rozpałkę, po co kupować pilarkę... Osobiście znam dwie osoby i obie nie mają po kilka palców. Dobrze, że tak to się skończyło. Czytam ten wątek i w zupełności popieram zdanie Miłosza, też jestem amatorem ale mimo wszystko staram się w miarę możliwości robić coś profesjonalnie. Pamiętam ,kiedy kupiłem swojego pierwszego Festoola- zagłębiarkę, to nawet otwory w blatach pod płytę i zlewozmywak wycinam zagłebiarką. Mozna ja przecież wyciąć pilarką, piłą ręczną, wyrzynarką, wiercić otwory wiertarką(takie rzeczy też widziałem). Spotkałem się ze stwierdzeniem, że przecież tam nikt tego nie widzi...Dla mnie sama świadomość, że tam jest taka lipa, krzywo wycięte nie pozwalałoby mieć żadnej satysfakcji z pracy. Lubię jak podczas pracy jest czysto, wszystko jest proste, są katy proste... Od czasu do czasu układam płytki, robię całe łazienki od zera(instalacje wodne, elektryczne, C.O.) aż do stanu końcowego. Większość ludzi nie chce mieć kafli pod wanną, bo jest zabudowa, nie widać więc po co. Ja uważam, że powinno być wszędzie. W przypadku wymiany wanny na kabinę, ściągamy wannę i kafle są. Różnie w życiu bywa.
Padło pytanie, dlaczego Festool? Jestem amatorem, Festool był jeszcze w takich pieniążkach, że kupiłem. Nie tnę codziennie przez 8 godzin, więc nie kupiłem Mafella. Festool w zupełności mi wystarcza, mam stół na którym rozcinam coś co potrzebuję, większe formatki docinam w firmie. Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że wyrzynarka jest alternatywą... Dobra piła ręczna lepiej rozetnie nie jeden materiał prościej aniżeli wyrzynarka...A mam bardzo dobrą wyrzynarkę. Mimo amatorstwa, chce się robić rzeczy w miarę profesjonalnie i czerpać z tego zadowolenie. A czy markowe maszyny są drogie? Może i są ale niech nie wypowiadają się te osoby, które palą papierosy. Mój przyjaciel kiedyś powiedział, gdy kupiłem zagłębiarkę, że jego nie stać na takie narzędzia. Tak naprawdę, to 6 miesięcy jego palenia=koszt zakupu zagłębiarki.
W przypadku ludzi nie palących, to jest naprawdę drogo, ale czasem wystarczy przemyśleć, na co rozchodzą się nieraz pieniądze.

Offline Nol

Odp: Jak nie festool to co ?(zagłebiarka)
« Odpowiedź #23 dnia: 20 Marca 2016, 12:10:29 czas Polski »
Więcej filozofii w tym poście niż odpowiedzi za problem zadany przez autora tematu. W sieci można znaleźć zagłębiarkę Makity z szyną za 1459 zł, co przekracza budżet, ale o stosunkowo niewielką wartość - jakość jest znana i na dobrym poziomie. To chyba najlepsze wyjście.

Reszta to jakieś filozofie miłośników szaro-zielonych narzędzi. Powoli trend zmierza w kierunku ustalenia, że amator bez Festoola nie ma racji bytu, lub że wyrzynarką nie da się równo i czysto wyciąć otworu pod zlew. Najlepiej w ogóle przestać jeść, by na Festoola nazbierać.

kwita

  • Gość
Odp: Jak nie festool to co ?(zagłebiarka)
« Odpowiedź #24 dnia: 20 Marca 2016, 12:51:37 czas Polski »
Moim zdaniem akurat sens kupowania zagłębiarki jest tylko wtedy, gdy w ramach produktu dostaje się świetną jakość cięcia. W innym przypadku wydatek nie ma sensu - zgrubne cięcia w materiałach konstrukcyjnych można wykonać pilarką
Przecież ta dyskusja zaczęła się od Twojego postu. Najpierw piszesz o sensie kupowania zagłebiarki, gdy jakość cięcia jest świetna, a teraz zmieniasz zdanie, że może być dobrym poziomie... Tu nie chodzi o wskazanie narzędzi i pokazanie, że tylko Festool ma dobre. Przecież autor wątku w planie B zaznaczył, że Festool używany tez wchodzi w grę. Już wielu użytkowników kupiło różnej marki zagłebiarki, mają mniejsze lub większe z nimi problemy, do szyn kupowali taśmy przeciwodpryskowe, antypoślizgowe lub ślizgi właśnie od szyn Festool, bo inne nie zdawały egzaminu. Niska cena nie zawsze świadczy, że produkt jest tańszy, bo w trakcie użytkowania wyjdzie, że jest nawet droższy. Poczytaj wątki o problemach z zagłębiarkami innych firm. Na mojej może być napisane no name, ale chcę aby miała przynajmniej tyle zalet co zagłębiarka Festool, nie zacinała taśmy w szynie pod kątem 45 st., cięła bezodpryskowo ostrą tarczą płyty fornirowane, szyna nie przesuwała się na materiale podczas cięcia...

« Ostatnia zmiana: 20 Marca 2016, 12:59:21 czas Polski wysłana przez kwita »

Offline Nol

Odp: Jak nie festool to co ?(zagłebiarka)
« Odpowiedź #25 dnia: 20 Marca 2016, 13:53:16 czas Polski »
Nie ma w moich postach żadnej sprzeczności. Masz produkt nowy za 1450 zł z szyną spełniający wymagania autora wątku. A nie produkt za ponad 2000 zł.

Podane przez Ciebie wyżej cechy mają też inne tańsze narzędzia. Tymczasem powyżej piszesz gdzie Ty uważasz że cięcie powinno być czyste, czego rzekomo nie da się zrobić wyrzynarką i z czego można zrezygnować, by znaleźć kasę na Festoola...

Offline utopia


Offline robson

Odp: Jak nie festool to co ?(zagłebiarka)
« Odpowiedź #27 dnia: 20 Marca 2016, 21:22:27 czas Polski »
Cena dwa razy wyższa od tej z pierwszego posta  ???

Offline utopia

Odp: Jak nie festool to co ?(zagłebiarka)
« Odpowiedź #28 dnia: 20 Marca 2016, 21:35:28 czas Polski »
Makita hmm

dlatego dołożyłem i kupiłem coś pro !!
 oj nie trzeba kupic nowych butów dla córki :)

,żartowałem żona sie dołożyła do pilarki mówi że nie stać nas na tanie rzeczy

kwita

  • Gość
Odp: Jak nie festool to co ?(zagłebiarka)
« Odpowiedź #29 dnia: 20 Marca 2016, 21:42:50 czas Polski »
...taka żona to skarb. Udanych szusów... :)