Jeśli jest to spore to straż pożarna. Kolega zgłaszał i ściagali. Stwarza zagrożenie. Ja w domu walczyłem sam, weszły jakoś pod daszek nad wejściem w zamkniętą przestrzeń. Znalazłem otwór którym wchodziły, niby w nocy bo śpią ale ja nic nie widziałem. Zapaliłem latarkę i pamiętam tylko tyle, że skakałem z drabiny chyba z 3 metrów. To był pierwszy i ostatni raz... Nic nie pomagało, żadne środki, nazw już nie pamiętam. Mam odkurzacz wodny Rainbow i to wykorzystałem, on wszystko załatwił. Ubrałem się grubo, pożyczyłem siatkę od pszczelarza i podprowadziłem rurę do wlotu gniazda. Parę godzin chodził do zmierzchu... Latały jak wściekłe, tych os były setki, kilka razy wylewałem wodę. Może to się wydawać dla kogoś kto to czyta śmieszne ale strach było wchodzić do domu. Zakleiłem otwór i jest spokój.