Stara prawda mówi, że źródłem bogactwa i rozwoju państwa jest nie redystrybucja a produkcja. Redystrybucja w imię tzw sprawiedliwości społecznej nie dość, że nie ogranicza pauperyzacji, to wręcz przeciwnie powoduje, że pojawia się coraz więcej chętnych do korzystania ze środków publicznych i nieuchronnie prowadzi do sytuacji, że wiele grup staje się wręcz od tych środków uzależnionych. Coraz szersze rzesze zgłaszają potrzeby zmiany sposobu redystrybucji dla wytargania dla siebie jak największej części z budżetu będąc przekonanymi, że im się należy od państwa. Jak pokazują przykłady niektórych państw "starego" zachodu ( UK, Grecja, Francja) prowadzi to nieuchronnie do patologii i niesłychanych napięć.
My niestety idziemy tą drogą, zapisaliśmy sobie nawet taką pułapkę a Konstytucji, dokładnie w art. 2, który mówi: "Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej" przy czym nie precyzuje co to są te zasady sprawiedliwości społecznej. I to pojawia się problem, gdyż zarówno Trybunał Konstytucyjny jak i tzw. katolicka nauka społeczna w sposób dość pokrętny próbują uzasadnić jawną niesprawiedliwość jako .... formę sprawiedliwości nie bacząc nawet na jawną sprzeczność wspomnianego art. 2 z zapisami preambuły Konstytucji : "......ustanawiamy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej
jako prawa podstawowe dla państwa oparte na poszanowaniu wolności i sprawiedliwości....."
Korzystając z tego zapisu i niejasnych pojęć zapisów różne grupy "rozszarpują" budżet kosztem tych, którzy do niego najwięcej wnoszą.
Sytuację taką dość trafnie wg mnie opisał Anthony de Jasay w eseju : " Rozważania nad sprawiedliwością społeczną..."
.." Można zbudować wiele mądrych wywodów na poparcie tezy, że dystrybutywna niesprawiedliwość jest w istocie aktem sprawiedliwości społecznej. Obalenie każdego z nich jest równie łatwe jak ich prokurowanie, a to z tej przyczyny, że konkluzywny, bezstronny argument za tym, iż sprawiedliwość społeczna to gałąź ogólnie pojętej sprawiedliwości jest po prostu niemożliwy....." i tamże: ..."..aby zdobyć i utrzymać władzę w ustroju opartym na liczeniu głosów, , trzeba obiecać, że będzie się odbierać majętnym, a dawać ubogim............Idea sprawiedliwości społecznej to bezczelne narzędzie, które ma ukryć ten prosty fakt, deklarując, ze czarne jest białe" ... Inaczej mówiąc w demokracji wśród trzech, dwóch ( biedny i średni) uchwala, że trzeba "obrabować" trzeciego, bogatego w imię "sprawiedliwości społecznej".
Nasi ale nie tylko nasi politycy prześcigają się więc w szalonych pomysłach redystrybuowania nie swoich pieniędzy aby wygrać wybory - mamy przecież świeże tego przykłady. Tym sposobem nasi przedsiębiorcy dający przecież ponad 70 % dochodu narodowego i zatrudnienia
są coraz bardziej gnębieni rożnego rodzaju daninami: płaca minimalna, PIT,VAT, ZUS, składki zdrowotne podatki od nieruchomości itd i jednocześnie żąda się od nich zwiększania płac, tak, że powoli zapętlamy się. Przydało by się, aby nasi "obiecywacze" czasami coś poczytali - wszystko już było.
Dla zainteresowanych polecam lekturę Alexisa de Tocquevilla "Raport o pauperyzmie" tłumaczenie: Joanna Strzelecka