Palenie papierosów samo w sobie jest dla mnie niezrozumiałe, choć doskonale rozumiem co to jest nałóg. (Ja mam mały problem ze słodyczami), ale palenie papierosów w środowisku łatwopalnym jak stolarnia lub stacja paliwowa podzczas tankowania to już świadczy o kompletnej głupocie. Odezwą się głosy że pali ktoś od lat i nic się nie stało. Ale może się stać.
Ja nie palę i nawet zapalniczki czy zapałek nie posiadam, ale byłem o włos od podpalenia warsztau. W jaki sposób. Sam nie mogłem uwieżyć i dało mi to nauczkę aby uważać podwójnie.
Miałem wyciąg do trocin działający jak odkurzacz, zdjęcie poniżej.
Frezowałem frezarką ręczną w jesionie a więc twardym gatunku. Wiertło już się lekko zużyło ale to był już koniec dnia, frezowanie nie wymagało super jakości i byłem zmęczony nie chciało mi się go wymienić. Trafiłem na sęk, docisnąłem i troszkę zadymiło (wiem, wiem) ale robotę zrobiło.
Posprzątałęm przebrałem się i zbierałęm się do domu kiedy poczułem zapach tlącego się drewna. Po poszukiwaniach okazało się że w zbiorniku z trocinami w wyciągu zaczyął się tlić urobek. Co się stało? Kiedy docisnąłem frezarką aż się troszkę zadymiło drewno rozgrzało siię na tyle aby mała trocinka się zażarzyła. Niby nic, ale po dostaniu się do zbiornika i przy silnym dostarczaniu tlenu (działąjący wyciąg) spowodowało to rozżarzenie reszy urobku. Co ja przeżyłem to tylko ja wiem dostałem nauczkę jak łatwo o pożar.
Mam nadzieję że da to do myślenia innym.
Pozdrawiam.